[*]
hide
[info]son_gabi
Moja ukochana, jedyna starsza siostra Ania (Torpi) zginęła wczoraj (10 maja) w wypadku samochodowym pod Zambrowem.
Przez pewien czas nie będzie nowych notek
...

Nie raz słyszałam, że jesteśmy do siebie bardzo podobne...
Szkoda, że już nie będe mogła tego porównać Y_Y ...



Torpi z ukochanym Amonem podczas jednego z wyjazdów Bractwa Rycerskiego



Z chrześniakiem, Kamilkiem







Wypad do Londynu w Święta Bożego Narodzenia w 2008 roku...Ostatni raz kiedy rodzice widzieli Torpi Y_Y ...



Jak byłyśmy małe...


  • 2
  • Leave a comment
  • Add to Memories

(no subject)
hide
[info]son_gabi
Dzisiaj (a raczej wczoraj, bo jest już po północy ^_^') wybrałam się wraz z rodzicami nad morze do Southend.
Jest to całkiem spore miasteczko położone nad ujściem Tamizy (tudzież w okolicach...nigdy nie byłam dobra z geografii XD ) .
Z Harlow jechało się tam około półtorej godziny (w zależności od korków na autostradzie), więc na mijescu byliśmy po 13:20
Zaparkowaliśmy samochód na Thorpe Esplanade, wykupiliśmy parking na trzy godziny i dość spokojnym spacerkiem wyruszyliśmy na zachód w stronę ogromnego molo, które znajdowało się jakieś 4 km od nas. Początkowo pogoda była taka sobie, nieco chmurek i dość mocny wiaterek, ale po jakichś 30 min wyszło słoneczko i zrobiło się naprawdę ładnie.
Przy wejściu na molo znajdowało się spore centrum rozwywki (automaty do gry, karuzele, mini pola golfowe i inne przyjemości). Nieco pozwiedzaliśmy, pooglądaliśmy kolejki górskie, na które tato się napalił, ale niestety było za mało czasu aby się nimi przejechać, zjedliśmy lody oraz watę cukrową i około 15-tej wyruszyliśmy z powrotem do samochodu. Doszliśmy tam szybciej niż przypuszczaliśy, więc jeszcze 30 minut posiedzieliśmy na plaży oglądając stateczki i kutry rybackie.
Ogólnie było bardzo przyjemnie i ma nadzieję, że jeszcze się tam wybierzemy :]

Oraz kilka zdjęć:















  • Leave a comment
  • Add to Memories

(no subject)
hide
[info]son_gabi
Całe wieki nic nie pisałam, więc chyba pora to nieco nadrobić puki jeszcze pamiętam cokolwiek z tego co się wydarzyło do tej  pory ^_^'

Tak więc:
W marcu byłam w Polsce na całe 18 dni (trzeba było wykorzystać urlop przed końcem roku rozliczeniowego).
Wzięłam w robocie urlop 4 marca, żeby na spokojnie się spakować i nie być zmęczoną po nocy w pracy, a 5 marca o 9:15 miałam bus na Luton i  o 13:05 lot do Polski. W Warszawie odebrała mnie z lotniska Torpi (siostra) i pojechałyśmy wraz z Dawidem (jej chłopak) wpierw do restauracji na papu, a potem do ich domu. Próbowałam się nieco zdrzemnąć, bo kurewsko bolała mnie głowa (mam tak od jakichś 3 miesięcy :/ ), ale niestety się nie udało. Około 22 wyruszyliśmy Dawida samochodem do Białegostoku. Jechało się dość sennie i spokojnie. Zostałam podwieziona do Przemka i dość szybko zmęczona poszłam spać.
W piątek z samego rana wybrałam się do lekarza rodzinnego po skierowanie na badanie krwi, a wieczorem do Twardego (brat cioteczny), zobaczyć w końcu bratanka, który niedawno im się urodził ^_^
W międzyczasie połaziłam z Przemkiem nieco po mieście i zwiedziłam sklepy w poszukiwaniu jakiegoś prezentu dla Kamilka (bratanek).
W sobotę umówiłam się z Torpi w Galerii Białej, w poszukiwaniu prezentu dla Adrianka (siostrzeniec), którego już od ponad roku nie widziałam. Kupiłam mu fajną, żółtą koparkę :] A wieczór spędziłam z Przemkiem na Smolance u jego rodziny na jego brata ciotecznego urodzinach.
Było bardzo wesoło, chodż przeprawa przez zaśnieżoną i błotnistą drogę była dość denerwująca.
Niedzielę przesiedziałam kilka godzin u Ani (siostry ciotecznej) i Adrianka. Dziwny dzieciak, strasznie rozpieszczony,, no ale cóż, nie mój biznes...
W poniedziałek się nieco obijałam, a wieczorem odwiedziłam Kasię S., koleżankę ze szkoły policealej, jedną z nielicznych osób, które mnie rozumieją i akceptują mój wredny charakter ^_^'
Wtorek był dość zabiegany. Wpierw pobranie krwi, szybka wizyta w domu (cały pobyt mieszkałam u Przemka, bo nasz dom jakiś czas temu nieco zalało) i odwiedziny dziadków, później wizyta u kardiologa, wypad do Akcentu (kupiłam 4 książki, trzy tomy sagi "Zmierzch" i "Bezsenność w Tokio" Bruczkowskiego), a pod wieczór stomatolog.
W środę odebrałam wyniki krwi, ponownie zajrzałam do domu, zrobiłam nieco fotek zniszczeń, aby pokazać dla taty, a wieczorem wpadła do nas Kasia S., więc se nieco poplotkowałyśmy, czego mi bardzo brakowało :]
W czwartek umówiłam się do fryzjera. Siedziałam na fotelu ponad 5 godzin, wydałam 230zł i efekt końcowy wcale mnie nie zachwycił :/
W piątek umówiłam się z Miaką i ToMoKo na sushi. Przyszły jeszcze dwie koleżanki Tomo (Die i Nao) i było bardzo wesoło :]
Po kilku godzinach dołączyły do nas jeszcze dwie dziewczyny, które znała również Miaka, ale niestety nie pamiętam ich ksyw.
Niestety wkoło 21 Miaka musiała zmywać się do domu, a my niedługo po niej zrobiłyśmy to samo. Dziewczyny odprowadziły mnie pod dom Przemka i po krótkiej rozmowie pod klatką niestety musiałyśmy się pożegnać.
W sobotę o 9:30 odbyły się chrzciny Kamilka, więc cały dzień spędziłam na imprezie u Twardego i Patrycji.
W niedzielę pojechaliśmy z Przemkiem na Smolankę na obiad. Ciocia Przemka zrobiła pyszne zwijki, za którymi tak tęskniłam *___* a wieczorem pojechaliśmy do starego domu Nashki uzgodnić z jej mamą sprawy mojej polisy
W poniedziałek ponownie byłam u kardiologa (echo serca, próba wysiłkowa i holter), oraz u okulisty, który nie powiedział mi nic co bym już nie wiedziała :/ Chciałam aby mi przypisał nowe okulary do dali (jako, że tato namawia mnie na zrobienie prawojazdy), niestety zakończyło się jedynie na przypisaniu kropli na nadciśnienie w oczach :/
We wtorek wybrałam się do neurologa z nadzieją, że wyjaśni się czemu od kilku miesięcy codziennie boli mnie głowa. Niestety bardzo się rozczarowałam. Zostało mi polecone zrobienie tomografii głowy, którą oczywiście zrobiłam jeszcze tego samego dnia, ale niestety ona również nic nie wyjaśniła :/ A wieczorem była kolejna wizyta u dentysty.
W środę rano spotkałam się z ToMoKo. Pojechałyśmy do Jazgot kupić kilka kolczyków, ale niestety Jazgot był zamknięty. Więc postałyśmy pod drzwiami godzinę z nadzieją, że może jednak otworzą (ah te śpiochy), a później pojechałyśmy do Tomo liceum. Spotkałyśmy tam Die i Nao oraz...mojego wychowawcę z podstawówki, który okazało się, że uczy Tomo historii XD
Po południu pojechałam z Przemkiem do Nashki, zobaczyć jej i Fox'a (jej mąż, mój były) nowe mieszkanie. Małe chodż przytulne. A po domu biegające 4 koty i 15 szczurów (dobrze, że jaszczurka nie wyłaziła ze swojego terarium XD ).
Zakochałam się w jej szczurach, są one takie pocieszne *___*
Zjedliśmy sushi, pogadaliśmy i po kilku godzinach trzeba było zbierać się do domu.
W czwartek ponownie wybrałam się do fryzjera na poprawienie kolorów, które za pierwszym razem nie wyszły. Tym razem tylko 2 godziny na fotelu i na szczęście nie musiałam nic płacić. Poprosiłam jeszcze o podcięcie grzywki, która za pierwszym razem wyszła nieco za długa i niestety dostałam w zamian podcięcie całych włosów _^_
Pomimo, że od jakiegoś czasu łaziło mi po głowie radykalne zmienienie fryzury, to jednak teraz cholernie tęsknie za moimi długimi blond lokami >_<
Po fryzjerze spotkałam się z Torpi, nieco połaziłyśmy po mieście, a wieczorem ponowna wizyta u stomatologa (na szczęście ostatnia), która niestety nieco została spieprzona, bo ząb do tej pory mi pobolewa :/
W piątek o 10 rano wybrałam się do Jazgot na zaplanowany od dawna kolczyk w języku (niestety ze względu na stomatologa nie mogłam go zrobić wcześniej). Gościu zrobił mi kolczyk dość szybko i raczej bezboleśnie, pomimo, że krzywo XD
A wieczorem wraz z siostrą pojechałyśmy odwiedzić ciocię Asię (mamę Twardego, siostrę mojego taty i nieźle zakręconą osobę XD ). Niestety do tej pory mój język zdążył spuchnąć do rozmiarów kotleta i masakrycznie sepleniłam co dawało sporą uciechę mojej siostrze ^_^'
W sobotę ponownie wybrałam się z Torpi do Galerii Białej w poszukiwaniu nowych butów. Udało mi się upolować ładne szare trampki w tęczowe gwiazdki (które niestety po dłuższym chodzeniu okazały się cholernie niewygodne) oraz pantofelki (nie mam pojęcia jak inaczej je nazwać) z małym obcasem w biało-fioletową kratkę, które po prostu kocham (pomimo, że też raczej nie nadają się na dłuższe spacery).
A pod wieczór pojechałam z Torpi do babci Basi na obiad i od razu odwiedzić Kamilka (Twardy i Pati mieszkają u babci). Of course ja w dalszym ciągu nie byłam w stanie normalnie jeść, ze względu na bolący i spuchnięty język, ale udało mi się nieco uszczkąć babki ziemniaczanej, którą próbowałam konsumować przez ładnych kilka godzin XD
Niedziela, ostatni dzień mojego pobytu. Pożegnanie się z Przemkiem i pociąg do Warszawy. Dla Dawida zepsól się samochód, więc musieliśmy wracać pociągiem, na szczęście nie musiałam jechać sama, bo nie lubię sama podróżować pociągami (tym bardziej jak tydzień wcześniej siostra opowiedziała mi o rozrubie w pociągu między warszawskimi kibicami a czeczenami).
Na spokojnie dotarliśmy do Warszawy, a tam autobusem na Etiudę. Odprawa już jednak trwała, więc szybko pożegnałam się z siostrą i stanęłam w kolejce wpierw po bilet, a potem do odprawy.
Posiedziałam jeszcze nieco na hali odpraw i o 17:15 miałam lot do Anglii. Niestety już w Anglii za długo trwała odprawa bagażowa i nie zdążyłam na busa z Luton na Stansted o 19:10, więc musiałam ponad godzinę czekać na następny. Ale ten czas zleciał dość szybko, zważywszy, że przez ponad godzinę próbowałam zjeść owoce, które zakupiłam na lotnisku bo byłam cholernie głodna. NIestety przez ten czas udało mi się tylko skonsumować jedną truskawkę i to też z wielkim trudem XD
Na szczęście kilka dni później język już mniej mnie bolał i w niedzielę 29 marca mogłam już spokojnie wymienić go na krótszy. Niestety okazało się, że kolczyki 14 i 16mm, które wcześniej zakupiłam w Polsce są za krótkie (wszystko przez to, że mam go krzywo przekutego :/ ), więc musiałam zakupić nowy kolczyk 18mm.
A w sobotę 28 marca zaczęliśmy przeprowadzkę z Bishop's Stortford do Harlow.
Rodzicom podczas mojego pobytu w Polsce udało się znaleść mieszkanko w bloku na parterze kilka metrów od domu Ayeshy (tato u niej wynajmował pokój przez półtorej roku, a póżniej przez 2 miesiące i ja u niej mieszkałam). Tak więc teraz mamy bardzo blisko do centrum i 3 minuty do sklepu.
Niestety do pracy mam teraz o wiele dalej. Na szczęście wieczorami tato mnie do niej wozi, ale z rana muszę wracać sama dwoma autobusami co zajmuje mi łącznie 2 godziny.

A co jeszcze u mnie? Od ponad dwóch tygodni jestem chora i siedzę w domu.
Zaczęło się wszystko w okolicach świąt wielkanocnych. Mama czuła się tak sobie i po kilku dniach i mnie wzięło.
W niedzielę wielkanocną pojechaliśmy do Londynu do znajomego taty. Po jakichś dwóch godzinach siedzenia u nich poczułam się tak paskudnie, że zmusiłam rodziców do wracania do domu. Resztę dnia spędziłam w łóżku. Następnego dnia był Bank Holiday, więc nie musiałam się martwić pracą, ale czułam się coraz gorzej. Myślałam, że to zwykłe przeziębienie, ale około 23 zaczęłam żygać jak kot i miałam straszne zawroty głowy, więc mama namówiła mnie, żebym pojechała z tatą do szpitala. Po 5 kroplówkach doktorka stwierdziła, że to jakiś virus żołądkowy i około 3 w nocy wypuściła mnie do domu z jakimiś lekami na drogę.
Tak więc od tamtej pory siedzę w domu i próbuję się wykurować. Grypa żołądkowa (czy co to tam było) już mi w zasadzie przeszła, ale przeziębienie niestety nie i w dalszym ciągu mam taki kaszel jakbym miała zaras wypluć własne płuca :/
Na pocieszenie dostałam od taty nową komórkę XD
Teraz mam ślicznego, jasno różowego LG KP500 Cookie :D

To chyba tyle :]
A w czerwcu wybieram się ponownie do Polski. Muszę zrobić rezonans magnetyczny (tak neurolog zaleciła), poprawić bolącego zęba i zabrać mamę z powrotem do Anglii (w maju tato ją zawiezie do Polski, aby mogłą się przebadać).
Od razu zabiorę Miakę do Anglii, która ma u mnie spędzić bite dwa miesiące XD
Mam nadzieję, że się nie pozabijamy, bo do tej pory nawet nie spędziłyśmy razem 24 godzin ^_^'
A niestety dwa skorpiony pod jednym dachem to może być istna apokalipsa XD

A na koniec jeszcze kilka zdjęć:

Kupiłam se na Allegro dwie kocie czapy, białą z różowymi uszami i czarną z białymi uszami, które bardzo mi się przydały podczas pobytu w Polsce, jako, że było bardzo zimno.
Gdy w niej chodziłam (w sumie cały czas chodziłam tylko w białej), to ludzie na ulicy non stop się za mną oglądali i pozytnie uśmiechali, co nie powiem, było dość przyjemne ^_^', pomimo, że czapy same w sobie bardziej wyglądają jak szynszylowe, lub mysie, a nie kocie XD





Pierwsze ścinanie i po 5 godzinach miałam na głowie takie COŚ O_o
Czy byłam zadowolona?
eee...niezbyt...
Kolory nie wyszły takie jak powinny, a cięcie pomimo, że ładne, to cholernie ciężkie do układania (fryzjerka chyba nie wzięła pod uwagę, że jestem zbyt leniwa na codzienne prostowanie włosów :/ )



Nienawidzę zdjęć profilowych/półprofilowych, ale to o dziwo mi się podoba. Za pewne po jakimś czasie przestanie XD



To się właśnie dzieje, gdy dla człowieka nie chce się prostować włosów >_<
Gdzie się podziały moje śliczne (choć niesforne) loki? Y_Y



Kolejna wizyta u fryzjera i poprawa kolorów



A to już z wielkanocnej wyprawy do Londynu





I na koniec zdjęcie, które ostatnio bardzo polubiłam.
Wzorowałam się na zdjęciu Miaki, próbując uchwycić swoje loki i usta...
Niezbyt wyszło (przynajmniej nie tak ładnie jak dla Miaki), ale mimo wszystko mi się podoba ^_^'
Tęsknie za moimi długimi blond lokami Y_Y



Gome, że tym razem same moje zdjęcia, bez żadnych krajobrazów.


Ps. Ma może ktoś ochotę zrobić mi nowego layouta na LJ? Bo niestety sama se chyba z tym nie poradzę, a ten ma zjebany html i wszystko jest dziwnie przesunięte :/
  • 4
  • Leave a comment
  • Add to Memories

(no subject)
hide
[info]son_gabi
Nowy post w nowym roku ^_^'

Tak więc co nowego?

Planowałam w styczniu pojechać na trzy tygodnie do Polski, ale niestety nic z tego nie wyszło...
Okazało się, że do końca tamtego roku musiałam zrobić Home Office (takie gówienko potwierdzające, że pracuje w Anglii legalnie), więc 31 grudnia wypełniłam wszystkie dokumenty, zrobiłam zdjęcia i polazłam na pocztę wywalając 110 funtów na gówienko, które i tak w 100% nie wiadomo czy w ogóle jest mi potrzebne XD
Na domiar złego tato źle zaparkował niedaleko poczty (niby było miejsce parkingowe, ale okazało się, że tylko dla mieszkańców i ich gości) więc dostaliśmy mandat na 70 funtów :/
Tak więc pieniążki na wypad do Polski poszły się czesać :/

Najbliższe plany na odwiedzenie kraju przesunęły się na Wielkanoc w kwietniu, jeśli oczywiście dostanę urlop...

Co do świąt, to minęły one dość...dziwnie.
Przyjechała do nas siostra ze swoim chłopakiem (którego nie trawię), więc było kilka zgrzytów miedzy mną a nim, a poza tym to pracowałam 22, 23 i 24, więc raczej mało skorzystałam z tych świąt. Resztę czasu spędziłam z siostrą szalejąc po sklepach ^_^'

Prezenty...
Od siostry dostałam śliczną ramkę na zdjęcie (tylko nie mam żadnego zdjęcia do umieszczenia w niej XD ), a ojciec dołożył mi się do komórki, bo w końcu musiałam se nową kupić, tak więc teraz mam ślicznego różowego Samsunga U600 :D

A Sylwestra minęły dość spokojnie. Początkowo planowaliśmy z rodzicami wypaść do Londynu, no ale jak dostaliśmy z ojcem mandat, to się nam odechciało jakichkolwiek podróży :/
Tak więc spałam aż do 22:30 (byłam zmęczona po pracy), potem się wykąpałam i oglądałam telewizję czekając na północ ^_^'

A co poza tym?
Pierwszego stycznia namówiłam tatę, żeby przejechać się nad morze. Tak więc wybraliśmy się do Clacton (około 85km od Bishop's Stortford.
Śliczne miejsce i chętnie bym się tam przeprowadziła, tylko jest cholernie daleko do Londynu i jakiegokolwiek lotniska, co się również liczy z tym, że daleko od azjatów :/

Nio i znalazłam na mojej kablówce koreański kanał Arirang TV, którego teraz niemal non stop oglądam (faza na śliczne korki XD )

I na koniec kilka zdjęć z Clacton:
























  • 3
  • Leave a comment
  • Add to Memories

(no subject)
hide
[info]son_gabi
...Dzisiaj nieco narzekań, więc jak ktoś nie lubi, niech nie czyta...

Ostatnio moje życie jest totalną porażką...
Dwa tygodnie temu pokłóciłam się z Miaką...poszło o banał...Mój upór, jej upór, głupie nieporozumienie i kłótnia gotowa...
Tydzień temu tak samo wyszło z Kaśką S...Potrzebowałam się komuś wyżalić, a ona mnie zjechała...

W takich sytuacjach czuje się podle. Kiedy ktoś ma problem, zły humor lub po prostu chce pogadać, to leci wypłakać się w mój rękaw, ale kiedy to ja potrzebuje wysłuchania, to ludzie mają mnie w dupie, twierdząc, że się nad sobą użalam...
Kurwa no, każdy czasami ma doła... >_<

Dodatkowo pohujało się w mojej robocie. Od jakiegoś czasu masakrycznie źle się czuję (potworne bóle głowy i serca). W tą środę tak się źle czułam, że postanowiłam iść do domu. Co usłyszałam? Że ich nie obchodzi, że ja się źle czuję i że jeśli pójdę do domu, to muszę się zastanowić, czy w ogólę chce wracać i przez swoje zdrowie moge być zwolniona dyscyplinarnie :/
I tak chciałam zrezygnować z tej pracy, ale  nie przed samymi świętami U_U

A 30-tego stycznia początkowo planowałam pojechać z Mako na koncert Dir en Grey, ale możliwe, że od 12 do 30-tego będe w Polsce, żeby zrobić badania u kardiologa...of course jak będe mieć kasę (co sie okaże przy wypłącie 24-tego).

"...Czego najbardziej w świecie nienawidzi czlowiek w depresji?
Przypuszczam, ze postulatu „weź się w garść i zrób coś ze sobą”.
To tak, jakby garbatemu zaproponować „wyprostuj się, będziesz miał lepszy widok”..."

  • 6
  • Leave a comment
  • Add to Memories

(no subject)
hide
[info]son_gabi

Ostatnio mam masakrycznego doła (chyba przez tą jesień) i nie mam zbytnio natchnienia na cokolwiek, więc będzie krótko...

Co u mnie?
Praca, dół i narastający ból serca...
Ogólnie hujowo...

W zeszły piątek wybrałam się z ojcem do jego pracy, do Claveringu. Pogoda była ślicza (na początku) i chumor też nie najgorszy (ja chcę więcej słońca! >_< ), więc udało mi się zrobić kilka zdjęć:














Poza tym, w niedzielę (16-tego) trzeba było uśpić naszego psa, Amona. Był on z nami prawie 11 lat i głównie siostra się strasznie z nim związała. Ja miałam do niego pewien uraz, po tym jak w wieku 2 lat (kiedy przeważnie psy przechodza bunt) rzucił się na mnie i ugryzł mnie w głowę. Od tamtej pory się najzwyczajniej go bałam, więc wolałam zbytnio się do niego nie zblizać, ale i tak było mi smutno (poniewaz przeżyłam z nim również wspaniałe momenty), gdy siostra zapłakana zadzwoniła do nas i powiedziała, że Amon dostał skrętu kiszek i nie da się już go uratować Y_Y




















Na dziś to chyba tyle...
  • 1
  • Leave a comment
  • Add to Memories

(no subject)
hide
[info]son_gabi

Długo nic nie pisałam, więc pora chyba na nową notkę.

W czwartek 9-tego pażdziernika mieliśmy z ojcem lot do Polski.
Dzień minął raczej szybko i dość spokojnie. Kończenie pakowania się, taksówka na Stansted, później autokar na Luton, samolot, potem autokar z Warszawy do Białegostoku i po północy byliśmy w domu.

Piątek spędziłam dość leniwie, a wieczorem poszłam do sushi Shokudo z Miaką i Tomoko. Tomo widziałam pierwszy raz (wcześniej tylko kilka razy gadałyśmy na GG), więc byłam nieco zdenerwowana tym spotkaniem, ale bardzo miło się zaskoczyłam. W sumie większość czasu słuchałam rozmów Tomo z Miaką i muzyki puszczanej w restauracji oraz niemal non stop lampiłam się na Tomo (nie mogłam wręcz oderwać od niej wzroku), ale naprawdę było wyjątkowo miło. Nio i jedzonko (krewetki w tempurze z ryżem i owocami) było wyjątkowo dobre.

W sobotę spotkałam się z Miaką i wyruszyłyśmy wpierw do Galerii Podlaskiej na zakupu (głównie kosmetyki dla mnie), a późnije do Miaki na obiad i próby zainstalowania Windowsa, które zakończyły się porwaniem taśmy do dysku (of course nie przeze mnie XD ).

Poniedziałek i wrotek minęły dość leniwie. Polska strasznie mnie zmuliła, więc nie miałam ochoty na nic i większość moich planów wzięły w łeb.

W środę poszłam w końcu do ginekologa (nie dowiedziałam się nic nowego i znów dostałam drogie leki :/ ), a wieczorem były imieniny mamy, więc spotkałam się z rodzinką, nieco za dużo wypiłam (raptem trzy butelki Breezera, ale na moją słabą główkę to wystarczy XD ) i poszłam dość szybko spać.

W czwartek znów się leniłam, w piątek rano spotkałam się z Nashką i kończyłyśmy formalności odnośnie mojej polisy (mam nadzieję, że tym razem wszystkie, bo sprawa się już ciągnie dwa lata >_< ), a wieczorem znów poszłyśmy z Miaką i Tomo do Shokudo. Tym razem Tomo wyciągnęła jeszcze swoją koleżankę, Bou. Dziwna osóbka, taka dość spokojna, ale całkiem fajna :] Wieczór znów bardzo miło spędzony przy dobrym jedzonku i muzyce, tylko powrót był...mokry, bo na nasze nieszczęście musiało się dość mocno rozpadać >_<

W nocy szybkie pakowanie się, próba ściśnięcia do toreb wszystkiego co najważniejsze (of course moje płyty z muzyką się nie zmieściły >_< ), a w sobotę powrót do Anglii.

...

A co aktualnie?
Kilka dni temu na NK poznałam Mako, która od jakiegoś czasu mieszka w Londynie, więc w końcu mam dość blisko bratnią duszę (pomimo, że jeszcze nie miałyśmy okazji się spotkać osobiście). 
Dowiedziałam się również od niej o Hallowinowym koncercie MUCC w Oxfordzie. Co prawda nie przepadam za MUCCem, a raczej nie poznałam ich wystarczająco, ponieważ słyszałam może z dwa kawałki i widziałam kilka maikingów (maikingi i muza są super, ale vocal jakoś narazie mnie nie przekonał), ale miałam straszną ochotę się wyrwać i zaszaleć, poza tym Mako mówiła, że MUCC miał zostać po koncercie na imprezie z fanami.
W ostatniej chili załatwiłam kasę i byłam już gotowa kupować bilety i kupa...tyle czasu moliłam menadźerów o overtimy i a nóż dali mi je, wtedy kiedy nie potrzebuję :/ No ale nie mogłam odmówić, bo później w ogóle by mi nie dali nadgodzin :/ Tak więc ostatecznie nie pojechałam na koncert >_<

Poza tym od jakiegoś czasu rozmyślam nad zrobieniem se kolczyka w języku. Słyszałam różne opinie, że to strasznie boli, że czasami kolczyk się o żęby obija, że się straci kilka kubków smakowych, że można se język sparaliżować, że się źle goi, że się sepleni, że metal wchodzi w jakieś reakcje z enzymami w ślinie i szkodzi to dla mózgu (to ostatnie usłyszałam od Mako) etc. więc się nieco boję i mam coraz więcej wątpliwości, ale strasznie podobają mi się takie kolczyki ^^'
Tak samo na nowo zaczęłam rozmyślać nad kolczykiem w wardze jak ma (miał, bo ponoć se teraz powyjmował) Miyavi. Zawsze podobał mi się taki kolczyk i już raz byłam gotowa se takowy zrobić (sama w domu, za pomoca igły i Przemka XD ), ale ojciec odwiódł mnie od tego pomysłu. Jednak teraz na nowo chodzi mi to po głowie, tylko mam cały czas wątpliwości, czy se nie zaszkodzę, oraz czy będzie to do mnie pasować...

A dzisiaj Hallowin. Nie widziałam żadnych dzieci chodzących po domach, ale kupiliśmy se z rodzicami dwa kilo cukierków i alkohol i se jakoś spędzimy ten dzień :]
A jutro Damiana 25-te urodziny, więc będzie znów picie (i kac kolejnego dnia XD )
...
Na dzisiaj to tyle...Gome, że bez żadnych zdjęć, ale nie chciało mi się nic robić ^^'
  • 2
  • Leave a comment
  • Add to Memories

(no subject)
hide
[info]son_gabi

23.08.2008r.
Wybrałam się z tatą, Damianem, Darią i Oliwierem do Camridge. Z Bishopu jechało się tam pociągiem około pół godziny, a po wyjściu z dworca pierwsze co zobaczyłam:





W życiu nie widziałam tyle rowerów O_o
Ale to całkiem fajne, że wszyscy w mieście jeżdżą rowerami, a samochodów prawie nie ma (akurat jakoś tak jeden mi się trafił na zdjęciu XD ) :]
Również tylu azjatów co tam też nigdy nie widziałam (nawet w samym Londynie), ale oczywiście tak byłam nimi pochłonięta (dosłownie nie wiedziałam w którą stronę patrzeć), że nie zrobiłam dla nich żadnych zdjęć >_<

Camridge jest ogólnie miastem Uniwersyteckim, tak więc poza Uniwersytetami jest tam dość mało atrakcji, ale jedną z nich są kamienne tablice (pisane Braylem) gdzie są pokazane ulice miasta wraz z Uniwersystami (na pierwszym zdjęciu wcisnął mi się w kadr mały Oliwier ^_^' ):





jeden z takowych Uniwersystetów w powiększeniu:



oraz gondole, którymi można popływać między Bishopem a Cambridge



a na koniec nawet znalazłam kościół koreański XD



Z Cambridge wróciliśmy bardzo późno i bardzo zmęczeni, ale ja byłam zadowolona głównie dzięki ogromnej ilości ślicznych azjatów :D

02.09.2008r.
Pierwszy raz postanowiłam zrobić sushi :D
W sumie planowałam je zrobić 31 września na urodziny taty (które obchodził w niedziele zamiast w poniedziałek), ale nie chciało nam się iść do Tesco po składniki, tak więc we wtorek po robocie kupiłam co trzeba  ^_^'
Składniki nie były aż tak drogie jak myślałam że będą (w porównaniu z Polską, jak np. Nori w Polsce kosztuje około 20-25zł, a tutaj niecałego funta), tak więc na składniki wydałam niecałe 15 funtów (mata bambusowa, nori, specjalny ryż do sushi, ocet ryżowy, sos sojowy, imbir, krewetki, ogórek, avocado, łosoś, oraz tempura, którą mam nadzieję, że kiedyś użyję...wasabi zostało wcześniej zakupione w Japan Centre). Zrobiłam sushi z połowy ryżu (250g) z czego wyszło mi około 20 kawałków, tak więc całkiem nieźle :]
A taki był efekt końcowy (of course część podczas robienia zjadłam XD nie mogłam się powstrzymać, bo wyszły mi naprawdę dobre :D ):



A niecały tydzień później (6 września) z reszty ryżu zrobiłam Onigiri z brzoskwiniami...Jednak później stwierdziłam, że brzoskwinie nie były najleprzym pomysłem (a raczej, tylko brzoskwinie, bo wydaje mi się, że do Onigiri na słodko jest potrzebne więcej składników), więc następnym razem zrobie z tuńczykiem tak jak było w przepisie ^_^'
Nie wyszły mi zbyt urodziwe, ale dało się je zjeść ^_^'



...
Nieco innych zdjęć:



Ryżowe kulki ze słodką fasolą oraz truskawkowe Pocky zakupione w Orientalnym (chińskim?) sklepie, który o dziwo znajduje się w Bishopie ^_^'



Nieco się rozczarowałam tymi kulkami, jako, że myślałam, że będą smaczniejsze. Kiedyś koleżanka przywiozła mi z Anglii cos bardzo podobnego, tylko większych rozmiarów i to co ona mi kupiła było o wiele smaczniejsze, ale niestety aktualnie nie mam z nią kontaktu, tak więc nie wiem gdzie ona je kupiła >_<



Chińska sukienka kupiona na Carboard-sale (nie chciało mi się jej prasować, dlatego tak dziwnie wygląda ^_^').
Kupiłam ją z myślą o Miace, ale w domu okazało sie, że jest nieco za mała (ah te biuściaste polki XD )
Tak więc narazie wala mi się w szafie i nie wiem co z nią zrobię...
...
Jakis czas temu napisała do mnie maila koreanka, z którą aktualnie wyjątkowo dobrze mi się koresponduje (no i mam z kim ćwiczyć angielski :] )
A w poniedziałek (8 września...jak dobrze pamiętam) dostałam od nie list wraz z dodatkami:



mapa Koreii



mapa świata i Koreii



naklejki



bliżej niezidentyfikowana rzecz ^_^'
Wiecie co to może być? ^_^'



koreańska herbata, która jeszcze nie wiem jak przygotować (nie mam pojęcia czy jak ją zaleję wrzątkiem jak typową sypaną herbatę, to czy napewno będzie smaczna)

oraz kilka pocztówek:













a tu macie kawałek listu od niej na papierze Hanji (specjalny papier robiony  w jej mieście). Ładny, ne? Wygląda jakby miał wprasowane ziarenka ryżu ^_^



...



Wczoraj tato przyniósł mi coś takiego...
Okazało się, że Damian w robocie się nieco nudził i postanowił mi zrobić "plakietkę" na drzwi ^_^'
Niestety tato nie wiedział, że son_gabi to moja WYŁĄCZNIE internetowa ksywa, a normalnie używam Gabiq ^_^'
Ale i tak mi się podoba :]
...
I na koniec dwa moje zdjęcia (nieco mi się dzisiaj nudziło XD )...mam nadzieję, że nikogo nimi nie wystraszę (koszmary gwarantowane) _^_





To tyle jeśli chodzi o zdjęcia. Wystarczy jak na jeden raz, ne? XD

A co jeszcze u mnie?
W robocie normalnie, chodź w tym miesiącu dostałam o 100 funtów więcej wypłaty, jako że robiłam jednego overtime i pracowałam w Bankholiday, tak więc jestem szczęśliwa (niestety nie długo, jako, że w poniedziałek będzie trzeba zapłacić za dom >_< )...

Poza tym postanowiłam się wziąść za naukę koreańskiego. W tym celu ściągnęłam 10 lekcji z "Pimsleur Korean I" (więcej niestety nie znalazłam za free do ściagnięcia, bo ogólnie te lekcje są płatne), jako, że mam z tego samego lekcje Japońskiego i są całkiem dobre (nie licząć, że mam je od kilku ładnych lat, a przerobiłam narazie dwie lekcje z 30-tu XD ). Tak więc jak narazie koreańskiego przerobiłam jedną lekcję (kilkakrotnie) i mało co z niej pamiętam XD
Chyba jednak nauka języków nie jest dla mnie _^_

Ah, i laptop...z nim to miałam niesamowite przeboje XD
Nie wiem czemu po wyłączeniu co jakiś czas po kilku minutach sam mi się włączał (nie zawsze, ale dość często), co było wyjątkowo uciążliwe. Poza tym jak na 4GB ramu i procesor 2,26GHz działa wyjątkowo wolno (nawet stary komputer ojca działa o wiele szybciej od tego lapka), no i jednak ekran 17" to nieco za dużo. Tzn. fajnie się przy nim siedzi, bo jest duży i w ogóle, ale co do czego, jest mało wygodny (ciężko go wziąść na kolana). Tak więc w końcu w sobotę (6-tego września) postanowiliśmy z tatą jechać do Harlow go zwrócić, jako, że jeśli sprzęt jest wadliwy mamy 28 dni na jego zwrot. Jednak jak to bywa ze złośliwością rzeczy martwych w sklepie się włączał i wyłączał idealnie (tylko makabrycznie wolno, co uznali za normalne przy Viście >_< ). Po prawie trzech godzinach przebojów, użerania się wpierw z pracownikiem sklepu a potem z menadżerem, lapek wraz z nami wrócił do domu _^_
A co w domu zrobił? Po wyłączeniu go ponownie się włączył XD
Stwierdziliśmy z ojcem, że pieprzymy gwarancję, wyjebiemy Vistę i zainstalujemy albo XP, albo Linuxa. Ja myślałam o Linuxie, ale za groma go nie rozumiem. Próbowałam go rozgryść, jako, że tato go sobie zainstalował jako drugi system, ale denerwuje mnie, że najważniejsze dla mnie programy nie chcą działać pod Linuxem (albo nie umiem zrobić żeby działały), czyli The Bat, MSN Messenger, Flash Get i Where is It...
Tak więc narazie lapek stoji nie używany (wczoraj tato go podłaczył do telewizora i oglądał se na dużym ekranie Losty, a ja stwierdziłam, że to najdroższy odtwarzacz DVD na świecie XD )...

Co jeszcze? 9 października lecę do Polski i wracam 18-tego. Mało czasu a od groma spraw do załatwienia, głównie z lekarzami, ale jak ktoś będzie chciał się spotkać, to dajcie znać :]

Nio i od wczoraj mam jazdę na nowy mini album (singiel?) Big Bang "Stand Up". Jakiś czas temu polecała mi go Miaka, ale pomimo że go ściągnęłam, to tak zalegał mi na dysku aż do wczoraj. Dostałam jakiś przebłysk, że pora się przekonać jak im wyszła nowa płyta i normalnie całkowicie mnie pochłonęła. Normalnie jak słucham płyt jakiegoś zespołu, to na pełnym krążku znajdzie się jeden hit i z jedna-dwie piosenki, które mi się spodobają (i to nie zawsze), ale równie szybko się znudzą, jednak pomimo, że na nowej płycie Bangów jest zaledwie 6 kawałków, to wszystkie mają  to COŚ w sobie, a od "Haru Haru", "Oh My Friend" i "Heaven" jestem całkowicie uzależniona, że aż musiałam se zrobić z nich dzwonki na komórkę ^_^' 
...
Tak więc narazie to tyle
 

BUZIAKI WSZYSTKIM, KTÓRZY MNIE CZYTAJĄ :*

  • 4
  • Leave a comment
  • Add to Memories

(no subject)
hide
[info]son_gabi
Co u mnie? W sumie mało nowego...
19-tego sierpnia byłam wraz z tatą, Damianem (kolega taty z pracy), Darią (Damiana żona) i Oliwierem (ich dwuletni syn) w Londynie. Pojechaliśmy wpierw na Camden Town, gdzie jest od groma sklepów z ciuchami (głównie gotyckimi), torbami, butami, salony tatuaży oraz azjatyckie restauracje...
Nie wiedziałam wręcz na co patrzeć, tyle było świetnych rzeczy, ale też nie najtańszych (chodź na pewno tańsze niż normalnie). Zrobiłam kilka zdjęć (gdzie of course był zakaz fotografowania XD) oraz kupiłam sobie torbę...













Z Camden Town wybraliśmy się na Soho, do chińskiej dzielnicy, na której znaleźliśmy tylko restauracje, więc się szybko stamtąd zmyliśmy (co się potem okazało było złym posunięciem, jako, że Soho  jest o wiele większe niż mi się zdawało _^_ ). Tak więc z Soho poszliśmy do Japan Centre na Picadilly Circle, gdzie pośliniłam się na japońskie gazety (i przeraziłam się cenami, gdzie np. gazeta kosztująca w Japonii 730 yenów, w Japan Centre kosztowała prawie 13 funtów >_<), a na koniec poszliśmy do London Trocadero, ogromnego centrum rozrywki, gdzie jest od groma azjatów...Tak więc naśliniłam się ile wlezie, ale of course o moim głównym celu podróży, czyli zrobieniu zdjęć azjatom, kompletnie zapomniałam >_<

A przedwczoraj (w niedzielę) pojechałam z ojcem do Harlow kupić upatrzony laptop w Comecie. Co do czego, na miejscu okazało się, że tego laptopa co ja chce już nie ma, więc się maksymalnie wściekłam, ale poszliśmy do PC World dosłownie kilka metrów od Cometa i kupiłam  taki sam laptop jak chciałam, tylko, że z lepszymi parametrami...no i o 100 funtów droższy (całe 800 funtów >_<) :/
A o to mój ukochany laptopik, Toshiba Satellite P300-19P





Leprze zdjęcia zrobię w przyszłości...
Jak na razie jeszcze się nim nie bawiłam, bo dopiero w czwartek będę mieć nieco więcej czasu, żeby rozgryźć tą pieprzoną Vistę, którą notabene teraz wpieprzają do każdego nowego komputera :/

Teraz jeszcze tylko czeka mnie kupno nowej komórki, bo ta, którą dostałam od taty za dużo razy mi upadła w robocie i głośnik przestał działać, tak więc jak ktoś do mnie dzwoni, to ja go słyszę, ale ten ktoś mnie nie słyszy XD
Ale cały czas mam dylemat z wyborem...Co do czego możliwe, że poczekam do listopada i zafunduje se iPhone, chodź ciężko mi będzie tyle miesięcy funkcjonować bez komórki >_<
A później będę już powoli odkładać na przyjazd do Polski (planuje wpaść na tydzień w październiku) oraz na podróż do Japonii w przyszłym roku ^___^

To tyle na dzisiaj...a teraz pora iść spać, bo jestem wykończona pracą, a na 21:00 znów idę do roboty >_<
  • 7
  • Leave a comment
  • Add to Memories

...Nowe miejsce...
hide
[info]son_gabi
Bardzo dawno nic nie pisałam, bo nie miałam przez długi czas internetu (wszystko wina głupiego Virgin'a >_<), więc chyba pora co nieco nadrobić :]

Od drugiego lipca mieszkam już nie w Harlow, a w Bishop's Stortford, gdzie notabene pracuje. Miasteczko jest o wiele mniejsze od Harlow, nieco droższe, ale też o wiele spokojniejsze. Co prawda czasami brakuje mi tych wszystkich dużych sklepów, które miałam w Harlow no i azjatów, których co raz spotykałam na ulicy, a których niestety w Bishopie brakuje (im dalej Londynu, tym mniej skośnych :/)...
Ale ogólnie miło mi się mieszka w nowym miejscu. Domek mamy prawie 200-tu letni, nie za wielki (kuchnia połączona z salonem, dwa pokoje, łazienka, mały ogródek i garaż), ale naprawdę przytulny. Jedynym felerem jest ulica, którą notabene widzę z mojego okna i która cholernie hałasuje, że nawet zamknięcie okna (a w upały to masakra) niezbyt pomaga. No ale mam teraz też o wiele bliżej do pracy, bo zaledwie 20 minut piechotą, a i moi znajomi z pracy, Celina i jej chłopak Krzysiek przeprowadzili się dosłownie kilka metrów dalej, że z taty okna widzę ich mini bloczek, tak więc jest całkiem wesoło :]

Co do pracy, to jest całkiem przyjemnie. Przyzwyczaiłam się już do pracy w nocy, a i znajomych mam fajnych, więc jakoś tak czas mi leci. Tylko mugole (anglicy) są strasznie aspołeczni, więc ciężko jest z nimi rozmawiać (czasem nawet jak się z nimi witam, to mnie kompletnie olewają :/), więc słabo widzę moją naukę angielskiego, na którą tak liczyłam >_<

Poza tym od jakichś trzech tygodni jest wyprzedaż we wszystkich sklepach z ciuchami, więc szaleje ile tylko wlezie (a raczej na ile mi portfel pozwoli XD)
Tak czy siak tyle nowych, fajnych ciuchów to nigdy nie miałam ^_^'

Jak będę miała natchnienie to porobię fotki domu i powrzucam, ale na razie szczerze mówiąc po prostu mi się nie chce ^_^'

Na razie to chyba będzie tyle...W sumie to całkiem sporo się wydarzyło przez ten miesiąc, ale tak już mam, że jak nie pisze na bieżąco, to potem mi się nie chce XD

BUZIAKI WSZYSTKIM, KTÓRZY TU CZASAMI ZAGLĄDAJĄ :*
  • 5
  • Leave a comment
  • Add to Memories

You are viewing [info]son_gabi's journal