[*]
hide
[info]son_gabi
Moja ukochana, jedyna starsza siostra Ania (Torpi) zginęła wczoraj (10 maja) w wypadku samochodowym pod Zambrowem.
Przez pewien czas nie będzie nowych notek
...

Nie raz słyszałam, że jesteśmy do siebie bardzo podobne...
Szkoda, że już nie będe mogła tego porównać Y_Y ...



Torpi z ukochanym Amonem podczas jednego z wyjazdów Bractwa Rycerskiego



Z chrześniakiem, Kamilkiem







Wypad do Londynu w Święta Bożego Narodzenia w 2008 roku...Ostatni raz kiedy rodzice widzieli Torpi Y_Y ...



Jak byłyśmy małe...



(no subject)
hide
[info]son_gabi
Dzisiaj (a raczej wczoraj, bo jest już po północy ^_^') wybrałam się wraz z rodzicami nad morze do Southend.
Jest to całkiem spore miasteczko położone nad ujściem Tamizy (tudzież w okolicach...nigdy nie byłam dobra z geografii XD ) .
Z Harlow jechało się tam około półtorej godziny (w zależności od korków na autostradzie), więc na mijescu byliśmy po 13:20
Zaparkowaliśmy samochód na Thorpe Esplanade, wykupiliśmy parking na trzy godziny i dość spokojnym spacerkiem wyruszyliśmy na zachód w stronę ogromnego molo, które znajdowało się jakieś 4 km od nas. Początkowo pogoda była taka sobie, nieco chmurek i dość mocny wiaterek, ale po jakichś 30 min wyszło słoneczko i zrobiło się naprawdę ładnie.
Przy wejściu na molo znajdowało się spore centrum rozwywki (automaty do gry, karuzele, mini pola golfowe i inne przyjemości). Nieco pozwiedzaliśmy, pooglądaliśmy kolejki górskie, na które tato się napalił, ale niestety było za mało czasu aby się nimi przejechać, zjedliśmy lody oraz watę cukrową i około 15-tej wyruszyliśmy z powrotem do samochodu. Doszliśmy tam szybciej niż przypuszczaliśy, więc jeszcze 30 minut posiedzieliśmy na plaży oglądając stateczki i kutry rybackie.
Ogólnie było bardzo przyjemnie i ma nadzieję, że jeszcze się tam wybierzemy :]

Oraz kilka zdjęć:
















(no subject)
hide
[info]son_gabi
Całe wieki nic nie pisałam, więc chyba pora to nieco nadrobić puki jeszcze pamiętam cokolwiek z tego co się wydarzyło do tej  pory ^_^'

Tak więc:
W marcu byłam w Polsce na całe 18 dni (trzeba było wykorzystać urlop przed końcem roku rozliczeniowego).
Wzięłam w robocie urlop 4 marca, żeby na spokojnie się spakować i nie być zmęczoną po nocy w pracy, a 5 marca o 9:15 miałam bus na Luton i  o 13:05 lot do Polski. W Warszawie odebrała mnie z lotniska Torpi (siostra) i pojechałyśmy wraz z Dawidem (jej chłopak) wpierw do restauracji na papu, a potem do ich domu. Próbowałam się nieco zdrzemnąć, bo kurewsko bolała mnie głowa (mam tak od jakichś 3 miesięcy :/ ), ale niestety się nie udało. Około 22 wyruszyliśmy Dawida samochodem do Białegostoku. Jechało się dość sennie i spokojnie. Zostałam podwieziona do Przemka i dość szybko zmęczona poszłam spać.
W piątek z samego rana wybrałam się do lekarza rodzinnego po skierowanie na badanie krwi, a wieczorem do Twardego (brat cioteczny), zobaczyć w końcu bratanka, który niedawno im się urodził ^_^
W międzyczasie połaziłam z Przemkiem nieco po mieście i zwiedziłam sklepy w poszukiwaniu jakiegoś prezentu dla Kamilka (bratanek).
W sobotę umówiłam się z Torpi w Galerii Białej, w poszukiwaniu prezentu dla Adrianka (siostrzeniec), którego już od ponad roku nie widziałam. Kupiłam mu fajną, żółtą koparkę :] A wieczór spędziłam z Przemkiem na Smolance u jego rodziny na jego brata ciotecznego urodzinach.
Było bardzo wesoło, chodż przeprawa przez zaśnieżoną i błotnistą drogę była dość denerwująca.
Niedzielę przesiedziałam kilka godzin u Ani (siostry ciotecznej) i Adrianka. Dziwny dzieciak, strasznie rozpieszczony,, no ale cóż, nie mój biznes...
W poniedziałek się nieco obijałam, a wieczorem odwiedziłam Kasię S., koleżankę ze szkoły policealej, jedną z nielicznych osób, które mnie rozumieją i akceptują mój wredny charakter ^_^'
Wtorek był dość zabiegany. Wpierw pobranie krwi, szybka wizyta w domu (cały pobyt mieszkałam u Przemka, bo nasz dom jakiś czas temu nieco zalało) i odwiedziny dziadków, później wizyta u kardiologa, wypad do Akcentu (kupiłam 4 książki, trzy tomy sagi "Zmierzch" i "Bezsenność w Tokio" Bruczkowskiego), a pod wieczór stomatolog.
W środę odebrałam wyniki krwi, ponownie zajrzałam do domu, zrobiłam nieco fotek zniszczeń, aby pokazać dla taty, a wieczorem wpadła do nas Kasia S., więc se nieco poplotkowałyśmy, czego mi bardzo brakowało :]
W czwartek umówiłam się do fryzjera. Siedziałam na fotelu ponad 5 godzin, wydałam 230zł i efekt końcowy wcale mnie nie zachwycił :/
W piątek umówiłam się z Miaką i ToMoKo na sushi. Przyszły jeszcze dwie koleżanki Tomo (Die i Nao) i było bardzo wesoło :]
Po kilku godzinach dołączyły do nas jeszcze dwie dziewczyny, które znała również Miaka, ale niestety nie pamiętam ich ksyw.
Niestety wkoło 21 Miaka musiała zmywać się do domu, a my niedługo po niej zrobiłyśmy to samo. Dziewczyny odprowadziły mnie pod dom Przemka i po krótkiej rozmowie pod klatką niestety musiałyśmy się pożegnać.
W sobotę o 9:30 odbyły się chrzciny Kamilka, więc cały dzień spędziłam na imprezie u Twardego i Patrycji.
W niedzielę pojechaliśmy z Przemkiem na Smolankę na obiad. Ciocia Przemka zrobiła pyszne zwijki, za którymi tak tęskniłam *___* a wieczorem pojechaliśmy do starego domu Nashki uzgodnić z jej mamą sprawy mojej polisy
W poniedziałek ponownie byłam u kardiologa (echo serca, próba wysiłkowa i holter), oraz u okulisty, który nie powiedział mi nic co bym już nie wiedziała :/ Chciałam aby mi przypisał nowe okulary do dali (jako, że tato namawia mnie na zrobienie prawojazdy), niestety zakończyło się jedynie na przypisaniu kropli na nadciśnienie w oczach :/
We wtorek wybrałam się do neurologa z nadzieją, że wyjaśni się czemu od kilku miesięcy codziennie boli mnie głowa. Niestety bardzo się rozczarowałam. Zostało mi polecone zrobienie tomografii głowy, którą oczywiście zrobiłam jeszcze tego samego dnia, ale niestety ona również nic nie wyjaśniła :/ A wieczorem była kolejna wizyta u dentysty.
W środę rano spotkałam się z ToMoKo. Pojechałyśmy do Jazgot kupić kilka kolczyków, ale niestety Jazgot był zamknięty. Więc postałyśmy pod drzwiami godzinę z nadzieją, że może jednak otworzą (ah te śpiochy), a później pojechałyśmy do Tomo liceum. Spotkałyśmy tam Die i Nao oraz...mojego wychowawcę z podstawówki, który okazało się, że uczy Tomo historii XD
Po południu pojechałam z Przemkiem do Nashki, zobaczyć jej i Fox'a (jej mąż, mój były) nowe mieszkanie. Małe chodż przytulne. A po domu biegające 4 koty i 15 szczurów (dobrze, że jaszczurka nie wyłaziła ze swojego terarium XD ).
Zakochałam się w jej szczurach, są one takie pocieszne *___*
Zjedliśmy sushi, pogadaliśmy i po kilku godzinach trzeba było zbierać się do domu.
W czwartek ponownie wybrałam się do fryzjera na poprawienie kolorów, które za pierwszym razem nie wyszły. Tym razem tylko 2 godziny na fotelu i na szczęście nie musiałam nic płacić. Poprosiłam jeszcze o podcięcie grzywki, która za pierwszym razem wyszła nieco za długa i niestety dostałam w zamian podcięcie całych włosów _^_
Pomimo, że od jakiegoś czasu łaziło mi po głowie radykalne zmienienie fryzury, to jednak teraz cholernie tęsknie za moimi długimi blond lokami >_<
Po fryzjerze spotkałam się z Torpi, nieco połaziłyśmy po mieście, a wieczorem ponowna wizyta u stomatologa (na szczęście ostatnia), która niestety nieco została spieprzona, bo ząb do tej pory mi pobolewa :/
W piątek o 10 rano wybrałam się do Jazgot na zaplanowany od dawna kolczyk w języku (niestety ze względu na stomatologa nie mogłam go zrobić wcześniej). Gościu zrobił mi kolczyk dość szybko i raczej bezboleśnie, pomimo, że krzywo XD
A wieczorem wraz z siostrą pojechałyśmy odwiedzić ciocię Asię (mamę Twardego, siostrę mojego taty i nieźle zakręconą osobę XD ). Niestety do tej pory mój język zdążył spuchnąć do rozmiarów kotleta i masakrycznie sepleniłam co dawało sporą uciechę mojej siostrze ^_^'
W sobotę ponownie wybrałam się z Torpi do Galerii Białej w poszukiwaniu nowych butów. Udało mi się upolować ładne szare trampki w tęczowe gwiazdki (które niestety po dłuższym chodzeniu okazały się cholernie niewygodne) oraz pantofelki (nie mam pojęcia jak inaczej je nazwać) z małym obcasem w biało-fioletową kratkę, które po prostu kocham (pomimo, że też raczej nie nadają się na dłuższe spacery).
A pod wieczór pojechałam z Torpi do babci Basi na obiad i od razu odwiedzić Kamilka (Twardy i Pati mieszkają u babci). Of course ja w dalszym ciągu nie byłam w stanie normalnie jeść, ze względu na bolący i spuchnięty język, ale udało mi się nieco uszczkąć babki ziemniaczanej, którą próbowałam konsumować przez ładnych kilka godzin XD
Niedziela, ostatni dzień mojego pobytu. Pożegnanie się z Przemkiem i pociąg do Warszawy. Dla Dawida zepsól się samochód, więc musieliśmy wracać pociągiem, na szczęście nie musiałam jechać sama, bo nie lubię sama podróżować pociągami (tym bardziej jak tydzień wcześniej siostra opowiedziała mi o rozrubie w pociągu między warszawskimi kibicami a czeczenami).
Na spokojnie dotarliśmy do Warszawy, a tam autobusem na Etiudę. Odprawa już jednak trwała, więc szybko pożegnałam się z siostrą i stanęłam w kolejce wpierw po bilet, a potem do odprawy.
Posiedziałam jeszcze nieco na hali odpraw i o 17:15 miałam lot do Anglii. Niestety już w Anglii za długo trwała odprawa bagażowa i nie zdążyłam na busa z Luton na Stansted o 19:10, więc musiałam ponad godzinę czekać na następny. Ale ten czas zleciał dość szybko, zważywszy, że przez ponad godzinę próbowałam zjeść owoce, które zakupiłam na lotnisku bo byłam cholernie głodna. NIestety przez ten czas udało mi się tylko skonsumować jedną truskawkę i to też z wielkim trudem XD
Na szczęście kilka dni później język już mniej mnie bolał i w niedzielę 29 marca mogłam już spokojnie wymienić go na krótszy. Niestety okazało się, że kolczyki 14 i 16mm, które wcześniej zakupiłam w Polsce są za krótkie (wszystko przez to, że mam go krzywo przekutego :/ ), więc musiałam zakupić nowy kolczyk 18mm.
A w sobotę 28 marca zaczęliśmy przeprowadzkę z Bishop's Stortford do Harlow.
Rodzicom podczas mojego pobytu w Polsce udało się znaleść mieszkanko w bloku na parterze kilka metrów od domu Ayeshy (tato u niej wynajmował pokój przez półtorej roku, a póżniej przez 2 miesiące i ja u niej mieszkałam). Tak więc teraz mamy bardzo blisko do centrum i 3 minuty do sklepu.
Niestety do pracy mam teraz o wiele dalej. Na szczęście wieczorami tato mnie do niej wozi, ale z rana muszę wracać sama dwoma autobusami co zajmuje mi łącznie 2 godziny.

A co jeszcze u mnie? Od ponad dwóch tygodni jestem chora i siedzę w domu.
Zaczęło się wszystko w okolicach świąt wielkanocnych. Mama czuła się tak sobie i po kilku dniach i mnie wzięło.
W niedzielę wielkanocną pojechaliśmy do Londynu do znajomego taty. Po jakichś dwóch godzinach siedzenia u nich poczułam się tak paskudnie, że zmusiłam rodziców do wracania do domu. Resztę dnia spędziłam w łóżku. Następnego dnia był Bank Holiday, więc nie musiałam się martwić pracą, ale czułam się coraz gorzej. Myślałam, że to zwykłe przeziębienie, ale około 23 zaczęłam żygać jak kot i miałam straszne zawroty głowy, więc mama namówiła mnie, żebym pojechała z tatą do szpitala. Po 5 kroplówkach doktorka stwierdziła, że to jakiś virus żołądkowy i około 3 w nocy wypuściła mnie do domu z jakimiś lekami na drogę.
Tak więc od tamtej pory siedzę w domu i próbuję się wykurować. Grypa żołądkowa (czy co to tam było) już mi w zasadzie przeszła, ale przeziębienie niestety nie i w dalszym ciągu mam taki kaszel jakbym miała zaras wypluć własne płuca :/
Na pocieszenie dostałam od taty nową komórkę XD
Teraz mam ślicznego, jasno różowego LG KP500 Cookie :D

To chyba tyle :]
A w czerwcu wybieram się ponownie do Polski. Muszę zrobić rezonans magnetyczny (tak neurolog zaleciła), poprawić bolącego zęba i zabrać mamę z powrotem do Anglii (w maju tato ją zawiezie do Polski, aby mogłą się przebadać).
Od razu zabiorę Miakę do Anglii, która ma u mnie spędzić bite dwa miesiące XD
Mam nadzieję, że się nie pozabijamy, bo do tej pory nawet nie spędziłyśmy razem 24 godzin ^_^'
A niestety dwa skorpiony pod jednym dachem to może być istna apokalipsa XD

A na koniec jeszcze kilka zdjęć:

Kupiłam se na Allegro dwie kocie czapy, białą z różowymi uszami i czarną z białymi uszami, które bardzo mi się przydały podczas pobytu w Polsce, jako, że było bardzo zimno.
Gdy w niej chodziłam (w sumie cały czas chodziłam tylko w białej), to ludzie na ulicy non stop się za mną oglądali i pozytnie uśmiechali, co nie powiem, było dość przyjemne ^_^', pomimo, że czapy same w sobie bardziej wyglądają jak szynszylowe, lub mysie, a nie kocie XD





Pierwsze ścinanie i po 5 godzinach miałam na głowie takie COŚ O_o
Czy byłam zadowolona?
eee...niezbyt...
Kolory nie wyszły takie jak powinny, a cięcie pomimo, że ładne, to cholernie ciężkie do układania (fryzjerka chyba nie wzięła pod uwagę, że jestem zbyt leniwa na codzienne prostowanie włosów :/ )



Nienawidzę zdjęć profilowych/półprofilowych, ale to o dziwo mi się podoba. Za pewne po jakimś czasie przestanie XD



To się właśnie dzieje, gdy dla człowieka nie chce się prostować włosów >_<
Gdzie się podziały moje śliczne (choć niesforne) loki? Y_Y



Kolejna wizyta u fryzjera i poprawa kolorów



A to już z wielkanocnej wyprawy do Londynu





I na koniec zdjęcie, które ostatnio bardzo polubiłam.
Wzorowałam się na zdjęciu Miaki, próbując uchwycić swoje loki i usta...
Niezbyt wyszło (przynajmniej nie tak ładnie jak dla Miaki), ale mimo wszystko mi się podoba ^_^'
Tęsknie za moimi długimi blond lokami Y_Y



Gome, że tym razem same moje zdjęcia, bez żadnych krajobrazów.


Ps. Ma może ktoś ochotę zrobić mi nowego layouta na LJ? Bo niestety sama se chyba z tym nie poradzę, a ten ma zjebany html i wszystko jest dziwnie przesunięte :/

(no subject)
hide
[info]son_gabi
Nowy post w nowym roku ^_^'

Tak więc co nowego?

Planowałam w styczniu pojechać na trzy tygodnie do Polski, ale niestety nic z tego nie wyszło...
Okazało się, że do końca tamtego roku musiałam zrobić Home Office (takie gówienko potwierdzające, że pracuje w Anglii legalnie), więc 31 grudnia wypełniłam wszystkie dokumenty, zrobiłam zdjęcia i polazłam na pocztę wywalając 110 funtów na gówienko, które i tak w 100% nie wiadomo czy w ogóle jest mi potrzebne XD
Na domiar złego tato źle zaparkował niedaleko poczty (niby było miejsce parkingowe, ale okazało się, że tylko dla mieszkańców i ich gości) więc dostaliśmy mandat na 70 funtów :/
Tak więc pieniążki na wypad do Polski poszły się czesać :/

Najbliższe plany na odwiedzenie kraju przesunęły się na Wielkanoc w kwietniu, jeśli oczywiście dostanę urlop...

Co do świąt, to minęły one dość...dziwnie.
Przyjechała do nas siostra ze swoim chłopakiem (którego nie trawię), więc było kilka zgrzytów miedzy mną a nim, a poza tym to pracowałam 22, 23 i 24, więc raczej mało skorzystałam z tych świąt. Resztę czasu spędziłam z siostrą szalejąc po sklepach ^_^'

Prezenty...
Od siostry dostałam śliczną ramkę na zdjęcie (tylko nie mam żadnego zdjęcia do umieszczenia w niej XD ), a ojciec dołożył mi się do komórki, bo w końcu musiałam se nową kupić, tak więc teraz mam ślicznego różowego Samsunga U600 :D

A Sylwestra minęły dość spokojnie. Początkowo planowaliśmy z rodzicami wypaść do Londynu, no ale jak dostaliśmy z ojcem mandat, to się nam odechciało jakichkolwiek podróży :/
Tak więc spałam aż do 22:30 (byłam zmęczona po pracy), potem się wykąpałam i oglądałam telewizję czekając na północ ^_^'

A co poza tym?
Pierwszego stycznia namówiłam tatę, żeby przejechać się nad morze. Tak więc wybraliśmy się do Clacton (około 85km od Bishop's Stortford.
Śliczne miejsce i chętnie bym się tam przeprowadziła, tylko jest cholernie daleko do Londynu i jakiegokolwiek lotniska, co się również liczy z tym, że daleko od azjatów :/

Nio i znalazłam na mojej kablówce koreański kanał Arirang TV, którego teraz niemal non stop oglądam (faza na śliczne korki XD )

I na koniec kilka zdjęć z Clacton:

























(no subject)
hide
[info]son_gabi
...Dzisiaj nieco narzekań, więc jak ktoś nie lubi, niech nie czyta...

Ostatnio moje życie jest totalną porażką...
Dwa tygodnie temu pokłóciłam się z Miaką...poszło o banał...Mój upór, jej upór, głupie nieporozumienie i kłótnia gotowa...
Tydzień temu tak samo wyszło z Kaśką S...Potrzebowałam się komuś wyżalić, a ona mnie zjechała...

W takich sytuacjach czuje się podle. Kiedy ktoś ma problem, zły humor lub po prostu chce pogadać, to leci wypłakać się w mój rękaw, ale kiedy to ja potrzebuje wysłuchania, to ludzie mają mnie w dupie, twierdząc, że się nad sobą użalam...
Kurwa no, każdy czasami ma doła... >_<

Dodatkowo pohujało się w mojej robocie. Od jakiegoś czasu masakrycznie źle się czuję (potworne bóle głowy i serca). W tą środę tak się źle czułam, że postanowiłam iść do domu. Co usłyszałam? Że ich nie obchodzi, że ja się źle czuję i że jeśli pójdę do domu, to muszę się zastanowić, czy w ogólę chce wracać i przez swoje zdrowie moge być zwolniona dyscyplinarnie :/
I tak chciałam zrezygnować z tej pracy, ale  nie przed samymi świętami U_U

A 30-tego stycznia początkowo planowałam pojechać z Mako na koncert Dir en Grey, ale możliwe, że od 12 do 30-tego będe w Polsce, żeby zrobić badania u kardiologa...of course jak będe mieć kasę (co sie okaże przy wypłącie 24-tego).

"...Czego najbardziej w świecie nienawidzi czlowiek w depresji?
Przypuszczam, ze postulatu „weź się w garść i zrób coś ze sobą”.
To tak, jakby garbatemu zaproponować „wyprostuj się, będziesz miał lepszy widok”..."


(no subject)
hide
[info]son_gabi

Ostatnio mam masakrycznego doła (chyba przez tą jesień) i nie mam zbytnio natchnienia na cokolwiek, więc będzie krótko...

Co u mnie?
Praca, dół i narastający ból serca...
Ogólnie hujowo...

W zeszły piątek wybrałam się z ojcem do jego pracy, do Claveringu. Pogoda była ślicza (na początku) i chumor też nie najgorszy (ja chcę więcej słońca! >_< ), więc udało mi się zrobić kilka zdjęć:














Poza tym, w niedzielę (16-tego) trzeba było uśpić naszego psa, Amona. Był on z nami prawie 11 lat i głównie siostra się strasznie z nim związała. Ja miałam do niego pewien uraz, po tym jak w wieku 2 lat (kiedy przeważnie psy przechodza bunt) rzucił się na mnie i ugryzł mnie w głowę. Od tamtej pory się najzwyczajniej go bałam, więc wolałam zbytnio się do niego nie zblizać, ale i tak było mi smutno (poniewaz przeżyłam z nim również wspaniałe momenty), gdy siostra zapłakana zadzwoniła do nas i powiedziała, że Amon dostał skrętu kiszek i nie da się już go uratować Y_Y




















Na dziś to chyba tyle...

(no subject)
hide
[info]son_gabi

Długo nic nie pisałam, więc pora chyba na nową notkę.

W czwartek 9-tego pażdziernika mieliśmy z ojcem lot do Polski.
Dzień minął raczej szybko i dość spokojnie. Kończenie pakowania się, taksówka na Stansted, później autokar na Luton, samolot, potem autokar z Warszawy do Białegostoku i po północy byliśmy w domu.

Piątek spędziłam dość leniwie, a wieczorem poszłam do sushi Shokudo z Miaką i Tomoko. Tomo widziałam pierwszy raz (wcześniej tylko kilka razy gadałyśmy na GG), więc byłam nieco zdenerwowana tym spotkaniem, ale bardzo miło się zaskoczyłam. W sumie większość czasu słuchałam rozmów Tomo z Miaką i muzyki puszczanej w restauracji oraz niemal non stop lampiłam się na Tomo (nie mogłam wręcz oderwać od niej wzroku), ale naprawdę było wyjątkowo miło. Nio i jedzonko (krewetki w tempurze z ryżem i owocami) było wyjątkowo dobre.

W sobotę spotkałam się z Miaką i wyruszyłyśmy wpierw do Galerii Podlaskiej na zakupu (głównie kosmetyki dla mnie), a późnije do Miaki na obiad i próby zainstalowania Windowsa, które zakończyły się porwaniem taśmy do dysku (of course nie przeze mnie XD ).

Poniedziałek i wrotek minęły dość leniwie. Polska strasznie mnie zmuliła, więc nie miałam ochoty na nic i większość moich planów wzięły w łeb.

W środę poszłam w końcu do ginekologa (nie dowiedziałam się nic nowego i znów dostałam drogie leki :/ ), a wieczorem były imieniny mamy, więc spotkałam się z rodzinką, nieco za dużo wypiłam (raptem trzy butelki Breezera, ale na moją słabą główkę to wystarczy XD ) i poszłam dość szybko spać.

W czwartek znów się leniłam, w piątek rano spotkałam się z Nashką i kończyłyśmy formalności odnośnie mojej polisy (mam nadzieję, że tym razem wszystkie, bo sprawa się już ciągnie dwa lata >_< ), a wieczorem znów poszłyśmy z Miaką i Tomo do Shokudo. Tym razem Tomo wyciągnęła jeszcze swoją koleżankę, Bou. Dziwna osóbka, taka dość spokojna, ale całkiem fajna :] Wieczór znów bardzo miło spędzony przy dobrym jedzonku i muzyce, tylko powrót był...mokry, bo na nasze nieszczęście musiało się dość mocno rozpadać >_<

W nocy szybkie pakowanie się, próba ściśnięcia do toreb wszystkiego co najważniejsze (of course moje płyty z muzyką się nie zmieściły >_< ), a w sobotę powrót do Anglii.

...

A co aktualnie?
Kilka dni temu na NK poznałam Mako, która od jakiegoś czasu mieszka w Londynie, więc w końcu mam dość blisko bratnią duszę (pomimo, że jeszcze nie miałyśmy okazji się spotkać osobiście). 
Dowiedziałam się również od niej o Hallowinowym koncercie MUCC w Oxfordzie. Co prawda nie przepadam za MUCCem, a raczej nie poznałam ich wystarczająco, ponieważ słyszałam może z dwa kawałki i widziałam kilka maikingów (maikingi i muza są super, ale vocal jakoś narazie mnie nie przekonał), ale miałam straszną ochotę się wyrwać i zaszaleć, poza tym Mako mówiła, że MUCC miał zostać po koncercie na imprezie z fanami.
W ostatniej chili załatwiłam kasę i byłam już gotowa kupować bilety i kupa...tyle czasu moliłam menadźerów o overtimy i a nóż dali mi je, wtedy kiedy nie potrzebuję :/ No ale nie mogłam odmówić, bo później w ogóle by mi nie dali nadgodzin :/ Tak więc ostatecznie nie pojechałam na koncert >_<

Poza tym od jakiegoś czasu rozmyślam nad zrobieniem se kolczyka w języku. Słyszałam różne opinie, że to strasznie boli, że czasami kolczyk się o żęby obija, że się straci kilka kubków smakowych, że można se język sparaliżować, że się źle goi, że się sepleni, że metal wchodzi w jakieś reakcje z enzymami w ślinie i szkodzi to dla mózgu (to ostatnie usłyszałam od Mako) etc. więc się nieco boję i mam coraz więcej wątpliwości, ale strasznie podobają mi się takie kolczyki ^^'
Tak samo na nowo zaczęłam rozmyślać nad kolczykiem w wardze jak ma (miał, bo ponoć se teraz powyjmował) Miyavi. Zawsze podobał mi się taki kolczyk i już raz byłam gotowa se takowy zrobić (sama w domu, za pomoca igły i Przemka XD ), ale ojciec odwiódł mnie od tego pomysłu. Jednak teraz na nowo chodzi mi to po głowie, tylko mam cały czas wątpliwości, czy se nie zaszkodzę, oraz czy będzie to do mnie pasować...

A dzisiaj Hallowin. Nie widziałam żadnych dzieci chodzących po domach, ale kupiliśmy se z rodzicami dwa kilo cukierków i alkohol i se jakoś spędzimy ten dzień :]
A jutro Damiana 25-te urodziny, więc będzie znów picie (i kac kolejnego dnia XD )
...
Na dzisiaj to tyle...Gome, że bez żadnych zdjęć, ale nie chciało mi się nic robić ^^'

(no subject)
hide
[info]son_gabi

23.08.2008r.
Wybrałam się z tatą, Damianem, Darią i Oliwierem do Camridge. Z Bishopu jechało się tam pociągiem około pół godziny, a po wyjściu z dworca pierwsze co zobaczyłam:





W życiu nie widziałam tyle rowerów O_o
Ale to całkiem fajne, że wszyscy w mieście jeżdżą rowerami, a samochodów prawie nie ma (akurat jakoś tak jeden mi się trafił na zdjęciu XD ) :]
Również tylu azjatów co tam też nigdy nie widziałam (nawet w samym Londynie), ale oczywiście tak byłam nimi pochłonięta (dosłownie nie wiedziałam w którą stronę patrzeć), że nie zrobiłam dla nich żadnych zdjęć >_<

Camridge jest ogólnie miastem Uniwersyteckim, tak więc poza Uniwersytetami jest tam dość mało atrakcji, ale jedną z nich są kamienne tablice (pisane Braylem) gdzie są pokazane ulice miasta wraz z Uniwersystami (na pierwszym zdjęciu wcisnął mi się w kadr mały Oliwier ^_^' ):





jeden z takowych Uniwersystetów w powiększeniu:



oraz gondole, którymi można popływać między Bishopem a Cambridge



a na koniec nawet znalazłam kościół koreański XD



Z Cambridge wróciliśmy bardzo późno i bardzo zmęczeni, ale ja byłam zadowolona głównie dzięki ogromnej ilości ślicznych azjatów :D

02.09.2008r.
Pierwszy raz postanowiłam zrobić sushi :D
W sumie planowałam je zrobić 31 września na urodziny taty (które obchodził w niedziele zamiast w poniedziałek), ale nie chciało nam się iść do Tesco po składniki, tak więc we wtorek po robocie kupiłam co trzeba  ^_^'
Składniki nie były aż tak drogie jak myślałam że będą (w porównaniu z Polską, jak np. Nori w Polsce kosztuje około 20-25zł, a tutaj niecałego funta), tak więc na składniki wydałam niecałe 15 funtów (mata bambusowa, nori, specjalny ryż do sushi, ocet ryżowy, sos sojowy, imbir, krewetki, ogórek, avocado, łosoś, oraz tempura, którą mam nadzieję, że kiedyś użyję...wasabi zostało wcześniej zakupione w Japan Centre). Zrobiłam sushi z połowy ryżu (250g) z czego wyszło mi około 20 kawałków, tak więc całkiem nieźle :]
A taki był efekt końcowy (of course część podczas robienia zjadłam XD nie mogłam się powstrzymać, bo wyszły mi naprawdę dobre :D ):



A niecały tydzień później (6 września) z reszty ryżu zrobiłam Onigiri z brzoskwiniami...Jednak później stwierdziłam, że brzoskwinie nie były najleprzym pomysłem (a raczej, tylko brzoskwinie, bo wydaje mi się, że do Onigiri na słodko jest potrzebne więcej składników), więc następnym razem zrobie z tuńczykiem tak jak było w przepisie ^_^'
Nie wyszły mi zbyt urodziwe, ale dało się je zjeść ^_^'



...
Nieco innych zdjęć:



Ryżowe kulki ze słodką fasolą oraz truskawkowe Pocky zakupione w Orientalnym (chińskim?) sklepie, który o dziwo znajduje się w Bishopie ^_^'



Nieco się rozczarowałam tymi kulkami, jako, że myślałam, że będą smaczniejsze. Kiedyś koleżanka przywiozła mi z Anglii cos bardzo podobnego, tylko większych rozmiarów i to co ona mi kupiła było o wiele smaczniejsze, ale niestety aktualnie nie mam z nią kontaktu, tak więc nie wiem gdzie ona je kupiła >_<



Chińska sukienka kupiona na Carboard-sale (nie chciało mi się jej prasować, dlatego tak dziwnie wygląda ^_^').
Kupiłam ją z myślą o Miace, ale w domu okazało sie, że jest nieco za mała (ah te biuściaste polki XD )
Tak więc narazie wala mi się w szafie i nie wiem co z nią zrobię...
...
Jakis czas temu napisała do mnie maila koreanka, z którą aktualnie wyjątkowo dobrze mi się koresponduje (no i mam z kim ćwiczyć angielski :] )
A w poniedziałek (8 września...jak dobrze pamiętam) dostałam od nie list wraz z dodatkami:



mapa Koreii



mapa świata i Koreii



naklejki



bliżej niezidentyfikowana rzecz ^_^'
Wiecie co to może być? ^_^'



koreańska herbata, która jeszcze nie wiem jak przygotować (nie mam pojęcia czy jak ją zaleję wrzątkiem jak typową sypaną herbatę, to czy napewno będzie smaczna)

oraz kilka pocztówek:













a tu macie kawałek listu od niej na papierze Hanji (specjalny papier robiony  w jej mieście). Ładny, ne? Wygląda jakby miał wprasowane ziarenka ryżu ^_^



...



Wczoraj tato przyniósł mi coś takiego...
Okazało się, że Damian w robocie się nieco nudził i postanowił mi zrobić "plakietkę" na drzwi ^_^'
Niestety tato nie wiedział, że son_gabi to moja WYŁĄCZNIE internetowa ksywa, a normalnie używam Gabiq ^_^'
Ale i tak mi się podoba :]
...
I na koniec dwa moje zdjęcia (nieco mi się dzisiaj nudziło XD )...mam nadzieję, że nikogo nimi nie wystraszę (koszmary gwarantowane) _^_





To tyle jeśli chodzi o zdjęcia. Wystarczy jak na jeden raz, ne? XD

A co jeszcze u mnie?
W robocie normalnie, chodź w tym miesiącu dostałam o 100 funtów więcej wypłaty, jako że robiłam jednego overtime i pracowałam w Bankholiday, tak więc jestem szczęśliwa (niestety nie długo, jako, że w poniedziałek będzie trzeba zapłacić za dom >_< )...

Poza tym postanowiłam się wziąść za naukę koreańskiego. W tym celu ściągnęłam 10 lekcji z "Pimsleur Korean I" (więcej niestety nie znalazłam za free do ściagnięcia, bo ogólnie te lekcje są płatne), jako, że mam z tego samego lekcje Japońskiego i są całkiem dobre (nie licząć, że mam je od kilku ładnych lat, a przerobiłam narazie dwie lekcje z 30-tu XD ). Tak więc jak narazie koreańskiego przerobiłam jedną lekcję (kilkakrotnie) i mało co z niej pamiętam XD
Chyba jednak nauka języków nie jest dla mnie _^_

Ah, i laptop...z nim to miałam niesamowite przeboje XD
Nie wiem czemu po wyłączeniu co jakiś czas po kilku minutach sam mi się włączał (nie zawsze, ale dość często), co było wyjątkowo uciążliwe. Poza tym jak na 4GB ramu i procesor 2,26GHz działa wyjątkowo wolno (nawet stary komputer ojca działa o wiele szybciej od tego lapka), no i jednak ekran 17" to nieco za dużo. Tzn. fajnie się przy nim siedzi, bo jest duży i w ogóle, ale co do czego, jest mało wygodny (ciężko go wziąść na kolana). Tak więc w końcu w sobotę (6-tego września) postanowiliśmy z tatą jechać do Harlow go zwrócić, jako, że jeśli sprzęt jest wadliwy mamy 28 dni na jego zwrot. Jednak jak to bywa ze złośliwością rzeczy martwych w sklepie się włączał i wyłączał idealnie (tylko makabrycznie wolno, co uznali za normalne przy Viście >_< ). Po prawie trzech godzinach przebojów, użerania się wpierw z pracownikiem sklepu a potem z menadżerem, lapek wraz z nami wrócił do domu _^_
A co w domu zrobił? Po wyłączeniu go ponownie się włączył XD
Stwierdziliśmy z ojcem, że pieprzymy gwarancję, wyjebiemy Vistę i zainstalujemy albo XP, albo Linuxa. Ja myślałam o Linuxie, ale za groma go nie rozumiem. Próbowałam go rozgryść, jako, że tato go sobie zainstalował jako drugi system, ale denerwuje mnie, że najważniejsze dla mnie programy nie chcą działać pod Linuxem (albo nie umiem zrobić żeby działały), czyli The Bat, MSN Messenger, Flash Get i Where is It...
Tak więc narazie lapek stoji nie używany (wczoraj tato go podłaczył do telewizora i oglądał se na dużym ekranie Losty, a ja stwierdziłam, że to najdroższy odtwarzacz DVD na świecie XD )...

Co jeszcze? 9 października lecę do Polski i wracam 18-tego. Mało czasu a od groma spraw do załatwienia, głównie z lekarzami, ale jak ktoś będzie chciał się spotkać, to dajcie znać :]

Nio i od wczoraj mam jazdę na nowy mini album (singiel?) Big Bang "Stand Up". Jakiś czas temu polecała mi go Miaka, ale pomimo że go ściągnęłam, to tak zalegał mi na dysku aż do wczoraj. Dostałam jakiś przebłysk, że pora się przekonać jak im wyszła nowa płyta i normalnie całkowicie mnie pochłonęła. Normalnie jak słucham płyt jakiegoś zespołu, to na pełnym krążku znajdzie się jeden hit i z jedna-dwie piosenki, które mi się spodobają (i to nie zawsze), ale równie szybko się znudzą, jednak pomimo, że na nowej płycie Bangów jest zaledwie 6 kawałków, to wszystkie mają  to COŚ w sobie, a od "Haru Haru", "Oh My Friend" i "Heaven" jestem całkowicie uzależniona, że aż musiałam se zrobić z nich dzwonki na komórkę ^_^' 
...
Tak więc narazie to tyle
 

BUZIAKI WSZYSTKIM, KTÓRZY MNIE CZYTAJĄ :*


(no subject)
hide
[info]son_gabi
Co u mnie? W sumie mało nowego...
19-tego sierpnia byłam wraz z tatą, Damianem (kolega taty z pracy), Darią (Damiana żona) i Oliwierem (ich dwuletni syn) w Londynie. Pojechaliśmy wpierw na Camden Town, gdzie jest od groma sklepów z ciuchami (głównie gotyckimi), torbami, butami, salony tatuaży oraz azjatyckie restauracje...
Nie wiedziałam wręcz na co patrzeć, tyle było świetnych rzeczy, ale też nie najtańszych (chodź na pewno tańsze niż normalnie). Zrobiłam kilka zdjęć (gdzie of course był zakaz fotografowania XD) oraz kupiłam sobie torbę...













Z Camden Town wybraliśmy się na Soho, do chińskiej dzielnicy, na której znaleźliśmy tylko restauracje, więc się szybko stamtąd zmyliśmy (co się potem okazało było złym posunięciem, jako, że Soho  jest o wiele większe niż mi się zdawało _^_ ). Tak więc z Soho poszliśmy do Japan Centre na Picadilly Circle, gdzie pośliniłam się na japońskie gazety (i przeraziłam się cenami, gdzie np. gazeta kosztująca w Japonii 730 yenów, w Japan Centre kosztowała prawie 13 funtów >_<), a na koniec poszliśmy do London Trocadero, ogromnego centrum rozrywki, gdzie jest od groma azjatów...Tak więc naśliniłam się ile wlezie, ale of course o moim głównym celu podróży, czyli zrobieniu zdjęć azjatom, kompletnie zapomniałam >_<

A przedwczoraj (w niedzielę) pojechałam z ojcem do Harlow kupić upatrzony laptop w Comecie. Co do czego, na miejscu okazało się, że tego laptopa co ja chce już nie ma, więc się maksymalnie wściekłam, ale poszliśmy do PC World dosłownie kilka metrów od Cometa i kupiłam  taki sam laptop jak chciałam, tylko, że z lepszymi parametrami...no i o 100 funtów droższy (całe 800 funtów >_<) :/
A o to mój ukochany laptopik, Toshiba Satellite P300-19P





Leprze zdjęcia zrobię w przyszłości...
Jak na razie jeszcze się nim nie bawiłam, bo dopiero w czwartek będę mieć nieco więcej czasu, żeby rozgryźć tą pieprzoną Vistę, którą notabene teraz wpieprzają do każdego nowego komputera :/

Teraz jeszcze tylko czeka mnie kupno nowej komórki, bo ta, którą dostałam od taty za dużo razy mi upadła w robocie i głośnik przestał działać, tak więc jak ktoś do mnie dzwoni, to ja go słyszę, ale ten ktoś mnie nie słyszy XD
Ale cały czas mam dylemat z wyborem...Co do czego możliwe, że poczekam do listopada i zafunduje se iPhone, chodź ciężko mi będzie tyle miesięcy funkcjonować bez komórki >_<
A później będę już powoli odkładać na przyjazd do Polski (planuje wpaść na tydzień w październiku) oraz na podróż do Japonii w przyszłym roku ^___^

To tyle na dzisiaj...a teraz pora iść spać, bo jestem wykończona pracą, a na 21:00 znów idę do roboty >_<

...Nowe miejsce...
hide
[info]son_gabi
Bardzo dawno nic nie pisałam, bo nie miałam przez długi czas internetu (wszystko wina głupiego Virgin'a >_<), więc chyba pora co nieco nadrobić :]

Od drugiego lipca mieszkam już nie w Harlow, a w Bishop's Stortford, gdzie notabene pracuje. Miasteczko jest o wiele mniejsze od Harlow, nieco droższe, ale też o wiele spokojniejsze. Co prawda czasami brakuje mi tych wszystkich dużych sklepów, które miałam w Harlow no i azjatów, których co raz spotykałam na ulicy, a których niestety w Bishopie brakuje (im dalej Londynu, tym mniej skośnych :/)...
Ale ogólnie miło mi się mieszka w nowym miejscu. Domek mamy prawie 200-tu letni, nie za wielki (kuchnia połączona z salonem, dwa pokoje, łazienka, mały ogródek i garaż), ale naprawdę przytulny. Jedynym felerem jest ulica, którą notabene widzę z mojego okna i która cholernie hałasuje, że nawet zamknięcie okna (a w upały to masakra) niezbyt pomaga. No ale mam teraz też o wiele bliżej do pracy, bo zaledwie 20 minut piechotą, a i moi znajomi z pracy, Celina i jej chłopak Krzysiek przeprowadzili się dosłownie kilka metrów dalej, że z taty okna widzę ich mini bloczek, tak więc jest całkiem wesoło :]

Co do pracy, to jest całkiem przyjemnie. Przyzwyczaiłam się już do pracy w nocy, a i znajomych mam fajnych, więc jakoś tak czas mi leci. Tylko mugole (anglicy) są strasznie aspołeczni, więc ciężko jest z nimi rozmawiać (czasem nawet jak się z nimi witam, to mnie kompletnie olewają :/), więc słabo widzę moją naukę angielskiego, na którą tak liczyłam >_<

Poza tym od jakichś trzech tygodni jest wyprzedaż we wszystkich sklepach z ciuchami, więc szaleje ile tylko wlezie (a raczej na ile mi portfel pozwoli XD)
Tak czy siak tyle nowych, fajnych ciuchów to nigdy nie miałam ^_^'

Jak będę miała natchnienie to porobię fotki domu i powrzucam, ale na razie szczerze mówiąc po prostu mi się nie chce ^_^'

Na razie to chyba będzie tyle...W sumie to całkiem sporo się wydarzyło przez ten miesiąc, ale tak już mam, że jak nie pisze na bieżąco, to potem mi się nie chce XD

BUZIAKI WSZYSTKIM, KTÓRZY TU CZASAMI ZAGLĄDAJĄ :*

...nieco nowego...
hide
[info]son_gabi
Ostatnio nieco się pozmieniało...
5 czerwca byłam na rozmowie w Tesco odnośnie pracy na noc. Strasznie się cieszyłam, ponieważ pomimo że to miało być na noc i tylko 20 godzin tygodniowo, to placiliby prawie 8 funtów na godzinę, więc wcale nie tak znowu źle jak na początek.
Tak więc pojechałam do Bishops Stortford na 22:00 i miałam początkowo rozmawiac z polskim menadżerem, Mike'm (Michałem), ale nie mogli go znaleść, więc podesłali mi jakiegoś czarnoskórego anglika, Joe'a. 
Interview poszedł całkiem sprawnie, pomimo, że się cały czas obawiałam o mój angielski, to wbrew pozorom dogadałam się bez większych problemów. Po rozmowie i wypelnieniu wszystkich potrzebnych papierów Joe pokazał mi na czym miałaby polegac moja praca i nieco po 23 powiedział, że zadzwoni do mnie nastepnego dnia i powie czy mam robotę...
Tak więc czekałam następnego dnia i kolejnego i nic :/
W poniedziałek już straciłam nadzieję, że zadzwonią, ale we wtorek zadzwonili...w sprawie innej oferty >_<
Nieco się wkurwiłam, bo kolejna oferta miałaby być na dzień z owiele mniejeszą płacą i tylko 7 godzin tygodniowo, więc poprostu hujowo, no ale zgodziłam się przyjść na interview w środę na 10:40...
Jednak jeszcze we wtorej wieczorem zadzwonił do mnie Dan z Tesco i powiedział, że jednak mam tą pracę na noc i żebym przyszła w środę nie na interview tylko na 21:00 do pracy XD
Tak więc od środy wieczorem mam już oficjalnie pracę :D
Co prawda jest nieco ciężko...najgorsze były dwa pierwsze dni, tzn. w środę wieczorem było całkiem fajnie, pomimo tego, że nie dałam rady spać dzień wcześniej, więc w robocie byłam cholernie śpiąca, ale jakoś się trzymałam wspomagając się kawami ^^' Jednak rano myślałam, że nie dojdę do domu, bo jako, że z Tesco najwcześniejszy autobus jest po 7 rano, a ja kończe pracę o 6, tak więc musiałam naginać pieszo 40 minut na dworzec, potem 15 minut pociągiem i około 15 z dworca w Harlow do domu (gdzie jeszcze z 6 minut spędziłam na głupim rondzie >_<). Tak więc po powrocie byłam cholernie padnięta i poszłam od razu spać. Wieczorem jednak trzeba było wstać i jeszcze wybrać się do sklepu kupić jakieś ciuchy, jako, że pomimo, że powinnam dostać uniform, to mogę se na niego poczekać (z tego co mi inni polacy mówili, to niektórzy na uniform czekają już pół roku O_O)...Tak więc zrobiłam szybko zakupy, zjadłam niby obiad i pojechałam do pracy...z cholernymi zakwasami (tak to jest jak przez ponad 13 lat miało się zakas uprawiania sportów >_<)...
Kolejna noc w pracy jakoś mineła. Na szczęście mam 1,5 godziny przerwy, która czasami jest jak zbawienie (pomimo, że nie jest płacona) i znów powrót do domu, sen i przygotowywanie się na kolejną noc w pracy _^_
Na szczęście w piątek i sobotę tato miał montaż w Londynie, tak więc Attila (węgier, który pracuje z tatą i jeździ z nim na montaże, jako że jest jedynym, który się zgodził robić dodatkowo za kierowcę w firmie) zawiózł mnie do roboty, a rano mnie z niej odebrał, więc nie musiałam się tłuc pociągiem, a co leprza zaoszczędziłam około 15 funtów :D
W sobotę se odsypiałam, a w niedzielę wybrałam się z tatą na zakupy, a potem robiłam jedzonko, jako, że tato zaprosił Attile na obiad...
A tu macie kilka zdjęć z wczoraj:



Obiadek made by me :D
Frytki, piersi z kurczaka (nieco za mocno przyprawione) i sałatka z ogórka i pomidorów :]
Wbrew pozorom wyszło bardzo smaczne...a przynajmniej chłopaki nie odważyli się narzekać XD




Moje pierwsze truskawki w tym roku *____*



Atti na swoim ślicznym motorku (chętnie bym mu go zabrała...gdybym miała prawojazdy ^^') *____*

...JUŻ PRAWIE MIESIĄC...
hide
[info]son_gabi
Dawno nic nie pisałam, bo w sumie nie działo się nic ciekawego...
Większość czasu pada deszcz, więc siedzę w domu, ściągam dramy i się nudzę...
No i w dalszym ciągu nie mam pracy, co mnie z deczka dołuje...
...
Żeby nie przynudzać, postanowiłam wrzucić nieco fotek:



Fotka z wypadu do Kazuyo i Toma (2008.05.13) i pyszne sushi jakim nas ugościła :]



Pocky, które dostałam od taty na dzień dziecka :D



Biureczko w pokoju taty, przy którym aktualnie spędzam większość mojego czasu ^^'



Mój stuff na biórku i nowa klawiaturka bezprzewodowa (kupiona na markecie za 1 funta XD ) na której ucze się pisać (a nie jest to najprostsze, zważywszy, że w Polsce miałam zupelnie inną) ^^'



Moja buteleczka z kolorowym piaskiem układającym się w ładny obrazek *___*
Kupiona na markecie za 10 pików XD



Moja mini kolekcja DVD kupiona na marfkecie za 5 funtów
Początkowo planowałam kupić tylko "The Rocky Horror Picture Show", jako że Przemek bardzo lubi ten musical, ale jako, że kupienie dwóch DVD było tańsze niż jednego, to dodatkowo kupiłam "Memoirs of a Geisha", który zresztą bardzo lubie :]



DVD Kanjani8 "Heat Up!", które Kazuyo przywiozła mi z Japonii (za które ojciec mi do tej pory wypomina, że mósiał wybulić od groma kasy _^_  )
...
Narazie to tyle zdjęć...
Jako że pogoda jest większość czasu brzydka, tak więc nie udało mi się zrobić żadnych ładnych zdjęć okolicy...ale jeszcze to nadrobię :]
...
Poza tym, zaczynam tęsknić za Polską i za...arbuzami, które zawsze latem jadłam, a które jest wyjątkowo trudno tutaj zdobyć (to co sprzedają w superkarmetach jest śmiechu warte)...
Dodatkowo mam już serdecznie dosyć tej pogody. Większość czasu jest pochmurnie i leje (a mnie przy takiej pogodzie zawsze głowa boli), chodź z drugiej strony teraz w Polsce zaczynają się już upały, które zawsze źle znosiłam...
Dodatkowo...jakiś czas temu oglądałam japoński film "Koizora"...Był w nim moment, kiedy główny bohater Hiro znalazł komórkę głównej bohaterki Miki i wykasował jej wszystkie kontakty tłumacząc to tym, że jeśli komuś będzie zależeć na skontaktowaniu się z nią, to sam zadzwoni...
Czasami mam ochotę zrobić dokładnie to samo...wykasować wszystkie numery telefonów i GG które posiadam (a wbrew pozorom nie mam ich wcale tak mało) i przekonać się komu tak naprawdę zależy na znajomości ze mną...
Chodź z drugiej strony zapewne ostatecznie okazałoby się, że zostałabym sama na co nie wiem czy jestem przygotowana...
Ale prędzej czy późnijej będe musiała przestać się okłamywać i spojrzeć prawdze w oczy, że kurczowe trzymanie się osób, którym tak naprawdę wcale na mnie nie zależy nie jest zbyt rozsądne...
...

...dalszy ciąg przygód...
hide
[info]son_gabi
09.05.2008r.
Około 13:20 przyjechała Kazuyo i wraz z Ayeshą wybraliśmy się na zakupy do centrum handlowego. Zostawiliśmy Ayeshę w TK Max i poszłyśmy do Matalanu, gdzie ostatnio jak byłam z Torpi (moją starszą siostrą) znalazłyśmy sporo fajnych ciuchów. Jednak tym razem nie było tam nic nowego i wyruszyłyśmy do ASDY, gdzie się spytałam czy mają pracę. Okazało się, że pod koniec tygodnia będą robić nabory...
Ogólnie dzień spędziłyśmy fajnie i nawet nie miałam dużych problemów z porozumieniem się z Kazuyo, pomimo, że obie znamy angielski raczej słabo.
Po powrocie do domu, okazało się, że ojciec zapłacił już Holding Deposit za domek w Bishops Stortford, gdzie będziemy mogli się wprowadzić 9 czerwca.

10.05.2008r.
Około 12 wybrałam się z Ayeshą na Market, gdzie kupiłam dwie pary spodni, czarną czapkę z daszkiem (bo cholernie głowa mnie bolała od słońca) i literki z kamyczkami układające się w napis KANJANI∞ i około 16 wróciłyśmy do domu. Około godziny później wybrałam z ojcem na miasto, a wracając zaszliśmy do chińskiej restauracji KING DU, gdzie zamówiłam japońsko-chiński ryż, z kurakiem i warzywami. Gdy przynieśli mi talerz z zamówieniem, aż się przeraziłam. W Polsce to bym dostała odrobinę ryżu, mięsa i warzyw, a tutaj jak mi nawalili, to jadłam to przez prawie godzinę XD Dodatkowo podziwiałam krzaczki na ich ścianach, które okazały się nie chińskimi tylko koreańskimi o czym nawet pracujące tam chinki nie wiedziały _^_
Po powrocie do domu walnęłam się spać i tak zostało aż do rana XD

11.05.2008r.
Około 11 wybraliśmy się z ojcem na dworzec autobusowy, a o 11:45 mieliśmy autobus do Bishops Stortford. Na miejsce jechaliśmy około 30 minut (nieco dłużej niż jedzie się tam zazwyczaj, jako, że akurat remontowali ulice).  Wysiedliśmy w Bishopie na dworcu autobusowym, który jest akurat przy samym dworcu kolejowym i ruszyliśmy zwiedzać miasto. Po "zwiedzeniu" kilku sklepów poszliśmy szukać drogi do naszego nowego domku (w którym będziemy mieszkać przez najbliższe pół roku). Domek jak dla mnie okazał się bardzo mały z zewnątrz, ale tato mówi, że w wewnątrz wcale nie jest taki mały na jaki wygląda. Okaże się, jak już będziemy mogli się tam przenieść ^-^'
Wracając zaszliśmy do MC Syfu, gdzie tato kupił waniliowego shejka, po którym do tej pory mam mdłości (dlatego właśnie omijam takie miejsca szerokim łukiem >_< ) i wróciliśmy do Harlow. Nieco się kimnęłam i około 20 wzięłam się z Rahulem za wypełnianie aplikacji do ASDY.
...
Poza tym spiekłam się na ramionach jak raczek i teraz próbuje się schłodzić zimnym ręcznikiem _^_
Będę musiała zainwestować w przeciw opalacz, ale taki z dużym filtrem dla dzieci (a taki potrzebuje, jako, że starałam się nigdy nie opalać i moja skóra nie jest do takiej ilości słońca przyzwyczajona), który niestety kosztuje aż £7 (a póki nie zarabiam to jednak dużo).
A na jutro planuje wypad do ASDY zanieść aplikację, potem może wypad do kilku sklepów nacieszyć oczka i powrót do domu nadrobić kilka dram (i może DVD Kanjani8 'Heat Up', który Kazuyo przywiozła mi z Japonii). A we wtorek wypad do Toma i Kazuyo na obiado-kolację :] Nio i w sobotę do Anduszy na jego żony urodziny. Więc tydzień zapowiada się raczej ciekawie. A fotki powrzucam może jutro (chodź na razie mało ich mam), chodź niczego nie obiecuje ^-^'
...
Pozdrowionka dla wszystkich, którzy czytają mojego LJ :*

Z powrotem w Harlow ^_________^
hide
[info]son_gabi
07.05.2008r.
Ponownie pociąg 5 rano i pomimo tego, że w nocy spałam może godzinę, to jednak nie miałam problemu z obudzeniem się ^-^'
W przedziale jechałam z dwoma facetami, więc w sumie nie było ani źle (bo przynajmniej byłam bezpieczna), ani dobrze (bo nie było takiego komfortu, jak gdy się jest samym). Do Wawy spokojnie dojechałam, o dziwo pierwszy raz nie zgubiłam się na Centralnym i od razu znalazłam taxówkę XD Zapłaciłam za nią o 40 zł mniej, niż jak jechaliśmy kilka tygodni temu z ojcem, więc ogólnie mogę powiedzieć, że miałam wyjątkowe szczęście. Na Etiudzie byłam za wcześnie, więc se nieco połaziłam, potem odebrałam bilet i zdałam bagaż i spokojnie czekałam na samolot. W samolocie usiadłam jakoś tak głupio, bo na śmigle (?...jak to duże, okrągłe i kręcące się zwie? XD), przez co nie miałam zbyt ciekawych widoków, więc niemal cały lot przespałam. Już na Lutonie miałam jakieś takie szczęście, że od razu zdążyłam na autokar do Stansted a potem na autobus do Harlow. Bezproblemowo trafiłam do domu Ayeshy i poszłam spać. Dopiero ojciec zbudził mnie telefonem około 21 XD
Obgadaliśmy jak ma wyglądać kolejny dzień i moja wyprawa do Chelmsford aby załatwić National Insurance number, bez którego nie mogę pracować.
Okazało się, że Tom zapomniał dać mi kartkę, na której miało być napisane, że tymczasowo u niego mieszkam (co of course jest picem na wodę XD), tak więc miał to zrobić kolejnego dnia...

08.05.2008r.
Wstałam o 6, spokojnie wykąpałam się, zjadłam etc. i o 7:10 byłam gotowa do wyjścia. Powiedziałam dla ojca, że pojadę bez tej kartki od Toma, bo on miał być o 7:15, ale znając go napewno by się spoźnił. Tak więc poszłam sama na przystanek autobusowy. Goniłam jak szalona, bo nie wiedziałam czy na niego zdąże i okazało się, że byłam za wcześnie XD
Spytałam jakąś kobitkę, gdzie zatrzymuje się mój autobus (to mi się strasznie podoba w Anglii, że ludzie są bardzo pomocni) i kiedy skończyłam z nią rozmawiać akurat ojciec mnie dogoniła XD Powiedział, że Tom dzwonił, że się spóźni (a nie mówiłam? XD) i zaprowadził mnie w miejsce skąd odjeżdza mój autobus do Chelmsford. Na miejscu poprosiłam kierowcę, żeby na mojej mapce zaznaczył mi, gdzie konkretnie jestem i żeby powiedział mi jak dojść do Job Centre Plus. Za moctem było już nieco trudniej, bo ulice się dziwnie rozchodziły, a na mojej mapce (którą mi właśnie Job Centre Plus podesłał) nie było nawet nazw ulic. Tak więc przy pierwszym zakręcie spytałam o drogę jakąś kobitkę, przy drugim jakieś faceta, przy trzecim znów jakiegoś faceta, a jak już doszłam do ronda, to zadzwoniłam do ojca XD I akurat wtedy podszedł do mnie jakiś gościu i spytał czy potrzebuje pomocy i w taki sposób podprowadził mnie pod same Job Centre Plus (w Polsce, to by mnie wysłali pod durnego chatę i na odchodnę jeszcze zrugali _^_ )...
Jako, że byłam na miejscu o 8:30, a JCP otwierali o 9 (umówioną rozmowę miałam dopiero na 10:45), to se poszłam na przeciwko na przystanek i poczytałam gazety. Około 10 poszłam do JCP i spokojnie załatwiłam Insurance'a, którego wyślą mi pocztą dopiero za 4 tygodnie.
Powrót na autobus okazał się banalnie prosty (na szczęście dość szybko zapamiętuję drogę). W Harlow przeszłam się jeszcze do JCP (chyba każde miasto ma swoje), probowałam się dowiedzieć odnośnie jakiejś pracy, ale mało zrozumiałam (czemu każdy Brytyjczyk ma zupełnie inny akcent? >_< ), a potem poszłam połazić po sklepach. Kupiłam se srebrne kolczyki-gitarki z różowymi kamieniami (potem wrzucę zdjęcie), zrobiłam zakupy w Sainsburys i wróciłam do domku. Około 18 wrócił z pracy ojciec z Tomem, a jakieś 30 minut później Tom przyjechał rowerami z Kazuyo ^-^
Dałam im ksiązkę ze zdjęciami Białegostoku, którą kupiłam razem z Przemkiem i se nieco pogadałam z Kazuyo. Ogólnie ma ona dość duży zasób słów jeśli chodzi o angielski, ale ma również straszną wymowę (chyba jak każdy japońsczyk). Pogadałyśmy nieco o X-Japan, Kanjani8, naszych hobby i omówiłyśmy się na dzisiaj na zakupy :]
Tak więc za jakieś półtorej godziny wybywam z domu :]
...
A tak poza tym, to Anglia strasznie mi się podoba, tylko cały czas głowa mnie boli (za mocno ciśnienie mi spada i muszę faszerować się kawą >_< )...
Jak mi się już uda znaleść pracę, to może za jakiś czas kupie se laptopa, bo narazie kożystam z komputera ojca, a na nim nie mogę nawet nic swojego zainstalować, czy ściągnąć jakąś dramę >_<
...
I jak będe miała chwilę, to powrzucam fotki, chodż wpierw musze je porobić XD
...
Pozdrowionka dla wszystkich, ktrórzy czytają mojego LJ :* (jeśli wogle takowi są XD )

Koncert X-Japan z 2008.03.30
hide
[info]son_gabi
Wczoraj w nocy (a raczej już dzisiaj rano) obejrzałam sobie kilka urywków z koncertu X'a...
I mam bardzo mieszane uczucia...
Yo wyglada jak zwykle, nie licząc "plastikowej" twarzy (stanowczo za dużo operacji plastycznych) i zachowuje się jak dzieciak :/
Toshi walnął se ładną fryruzkę, ale takiego zawodzenia to już dawno nie slyszalam.
Heath za to wygląda bardzo pozytywnie, chodź pod koniec miał minę wystarszonego dziecka, jakby nie wiedział gdzie jest i co właściwie tam robi.
A Pata jak zwykle wygląda jak meksykańska dziwka i to pewnie u niego już się nie zmieni XD
Dodatek w postaci Sugizo był całkiem pozytywny (tym bardziej, że Sugi bardzo dobrze znał się z hide i całkiem sprawnie poradził se w jego zastępstwie), jednak gitarzysta z Limp Bizkit i Guns'n'Roses to moim zdaniem mocny niewypał. Miałam cały czas wrażenie, że nie umieli się wczuć w klimat.
Śmiesznie było przy I.V., gdy Sugi zaczął grać na gitarze a Yo i Toshi usiedli przed nim jak przed góru ^^' Sugi chciał przed nimi usiąść na głosniku i nagle głośnik wysunał mu się z pod tyłka i BUM na ziemię XD
Również było ciekawe na koniec, gdy Yo wyszedł na scenę z ogromną maskotką hide. Z jednej strony chciał tym pokazać, że hide zawsze będzie z nimi, jednak z drugiej jak zaczął z nią biegać po scenie i nosić na barana to niektórzy (tak jak ja) mogli się poczuć, jakby szacunek do hide został zachwiany...
Jednak wydaje mi się, że dla osób ktore dopiero zaczynają się interesować X'em i ktorzy nie znają historii tego zespołu, taki koncert jest raczej małą atrakcja, a zawodzenie Toshiego mocno kaleczy uszy. Jednak dla fanów to calkiem spora dawka wzruszenia i wspomnień.

A tu dla zainteresowanych linki:
http://www.youtube.com/watch?v=ucDHiWoIOQ4&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=Ol-DQSZ2EEA&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=dtF0a3bv5nM&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=1ZIX2TRy_z0&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=p1xNTz5Ts-U&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=bUkhqNJ4Koc&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=YnFDd1Ps4IU&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=u85F8J3ckLw&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=w9SHNXdWQLc&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=SBXc7Qw5dhg&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=MvMQt6jvugI&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=EbddgyXW-nM&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=9opV6f0q_cU&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=w5nPYm3_yQE&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=Wr8Q_oRanJM&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=m0aOw3WBY_Q&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=zjuerdz9e3o&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=rRYlpyYrq8A&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=jDQkuJKYjxs&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=x4933i6wxt4&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=aLM-y2UTUXs&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=a33xbXX0KkE&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=f4DKTpkuQ6U&fmt=6
http://www.youtube.com/watch?v=SBjIv0g0l9Q&fmt=6

...
Za dwa dni (7 maja) znów lecę do Anglii, tym razem na dłużej. I jak się z tym czuje? W sumie sama nie wiem. Z jednej strony się cieszę, z drugiej się jednak obawiam. W końcu będe musiałą się usamodzielnić i chyba tego się najbardziej boję...do pierwszej wypłaty XD
W Anglii se od razu zrobie odwyk od komputera i nałogowego ściągania dram, jako, że najprawdopodobniej będe mieszkać ze znajomymi ojca, a tam nie będe miała dostępu do komputera, a tym bardziej do internetu (chyba, że Atilla na swoim laptopie założy neta i da mi czasem posiedzieć ^^')...
...
Myśle co jeszcze muszę zrobić przed wyjazdem i w sumie nic mi nie przychodzi do głowy (zapewne przyjdzie, jak już wyjade XD)...

I'm back ^____________^
hide
[info]son_gabi

15.04.2008r.
Kilka minut po 5 rano miałam wraz z siostrą i ojcem pociąg do Warszawy, a po 10 już samolot do Anglii.
Pomijając fakt, że prawie wogóle w nocy nie spałam, bo próbowałam skończyć czytać Harrego Pottera (i tak zostało mi do końca jeszcze około 100 stron), to wbrew pozorom nie czułam zmęczenia. W pociągu i samolocie też nie spałam. I dopiero w autokarze do Harlow zaczęłam lekko przysypiać ^-^'
Podróż samolotem wyjątkowo mi się spodobała i wbrew pozorom wcale się nie bałam :]
Z lotniska do samego Harlow jechaliśmy autokarem około 2 godziny (z dwiema przesiadkami). Na miejscu rozpakowaliśmy się i poszliśmy zwiedzić okolice. Centrum handlowe nas wyjątkowo zaskoczyło, ponieważ w Białymstoku tyle dobrych sklepów na jednej ulicy ciężko jest znaleść ^-^'
Dzień raczej szybko zleciał a wieczorem Ayesha zrobiłą nam kolację powitalną na którą przyszedł również Tom (szef ojca).

16.04.2008r.
Wstałyśmy z siostrą około 11 i o 12 poszłyśmy z Ayeshą na zakupy. Wpierw przewiozła nas swoim samochodem po okolicy i pokazała najciekawsze miejsca (chodźby ogromny sklep, gdzie mają bardzo okazałe stanowisko z artykułami plastycznymi *____*), a potem wyruszyłyśmy na podbój sklepów z ciuchami ^-^'
W Matalanie spędziłyśmy z siostra ponad 3 godziny na wybieraniu a potem przymierzaniu ciuchów, z czego wyszłam wzbogacona o około 7 nowych bluzek, a siostra o połowę więcej XD
Wróciłysmy do domu kompletnie ubite i o 115 funtów biedniejsze, ale cholernie szczęśliwe :D

17.04.2008r.
Wybrałyśmy się z siostrą SAME do Londynu XD
Początkowo myślałyśmy, że nie trafimy tam, ale okazało się, że pociągi i metra są tak dobrze oznaczone i chodzą tak często, że nie sposób się zgubić ^^
Pierwszym celem w Londynie było znalezienie Japan Centre, do którego wyjątkowo chciałam pójść i którym wyjątkowo się rozczarowałam...
Na dworcu metra poinformowano nas, że owy sklep jest oddalony od nas o jakieś 3 minuty na wprost, tak więc poszłysmy z siostrą na wprost...okazało się, że nie chodziło o te "wprost" XD
Tak więc zamiast zając nam to 3 minuty, zajeło około 30 i po drodze zwiedziłyśmy 5 innych ulic XD
Ale na szczęście ostatecznie trafiłyśmy do sklepu i...
Myślałam, że będzie to sklep bardziej poświęcony płytom, gazetom, różnym japońskim gadżetom etc. Jednak większość sklepu zajmuje spożywka (gdzie zaopatrzyłam się w jakieś niby ciaseczka, które smakują jak opłatek z dżemem w środku XD





, oraz w sushi, którego było pyszne...napewno pyszniejsze, niż te, które potem nabyłam w Tesco XD), a na niższym piętrze sklepu jest mini sklepik z mangami, gazetami i książkami. Mieli sporo gazet, które mnie interesowały, np. Potato, Popolo, Duet, Wink Up, etc. ale w granicach 8-9 funtów, co na moją niezarobkową sytuację było drogo (jak znajdę pracę w Anglii, to napewno wróce tam po te gazety :D). Mieli również Fruitsy, czy książki poświęcone Gothic Lolitom, ale to już w granicach 20-30 funtów >_<
Jeśli chodzi o japońskie gadżety, jakieś maskotki, figurki...cokolwiek...to była tego znikoma ilość i raczej mało interesująca :/
Jednak dowiedziałam się od Toma, że mają w Londynie dzielnicę japońską, gdzie można znaleść płyty, photobooki etc. ale to już jak przyjade nastepnym razem, to poproszę Kazuyo, żeby mnie tam zabrała :]
Tak więc po Japan Centre kupiłyśmy z siostrą bilety na autobus turystyczny aby zwiedzić Londyn. Takich autobusów jest około 6 i każdy jeździ inną trasą, a my w jednym z nich spędziłysmy ponad 3 godziny i nie było czasu aby przejechać się innymi >_<
Porobiłam nieco fotek, chodż niezbyt wiele, bo wiatr był okrutny (myślałam, że pourywa nam głowy), a ręce tak mi zamarzły, że ledwo trzymałam aparat, ale mimo tego widoki były bardzo ładne a i przedwodnik mówił z jajem, więc się nie nudziłyśmy :]
Około 18 poszłyśmy spowrotem na dworzec metra z zamiarem powrotu do Harlow. Po drodze w poszukiwaniu toalety dotarłyśmy do ogromnego centrum rozrywki (około 4-5 piętrowego XD), gdzie było od groma ślicznych azjatów...dosłownie ślinotom murowany. Aż nie wiedziałam gdzie mam się patrzeć XD
Ale dość szybko (po około godzinie) się z tamtąd ewakuowałyśmy, bo darmowych toalet nie znalazłyśmy (a nie chciało nam się płacić za te, co tam były XD)
Wróciłyśmy do Harlow, w domu z pomocą Rahula napisaliśmy dla mnie CV i poszłyśmy spać :]

18 i 19.04.2008r.
Spędziłyśmy na łażeniu po sklepach, szukaniu butów dla mnie, różnych ciuchów (głównie dla siostry) i pracy dla mnie...której ostatecznie nie znalazłyśmy...
W sobotę wieczorem poszliśmy całą grupą (czyli ja, moja siostra Torpi, nasz ojciec, Tom - szef ojca, Ayesha - kobitka u której ojciec aktualnie wynajmuje pokój, Rahul - hindus studiujący farmacje, który też mieszka u Ayeshy, Atylla - węgier z którym pracuje ojciec, Janis - łotysz z którym pracuje ojciec, Liga - dziewczyna Janisa, Steve - kiedyś też pracował z ojcem, i dzieci Steva) do restauracji chińskiej, gdzie było bardzo miło :] Można było jeść do woli, a siedzieliśmy tam aż do zamknięcia :]





20.04.2008r.
Rano znów połaziliśmy po sklepach, a o 14:30 przyjechał po nas Tom i wyjechaliśmy z Harlow na lotnisko, a po drodze kilka razy się zgubiliśmy XD
Na pożegnanie dostałam od Toma (a bardziej od jego żony Kazuyo, która dopiero dzisiaj przyleciała z Japonii) pachnący bryloczek (ktoś zdoła mi przetłumaczyć, co pisze na kartce do niego dołączonej? XD)



 i o 17 miałyśmy z Torpi samolot do Warszawy :]
A w samej Warszawie czekając już na autokar do Białegostoku napotkałyśmy wycieczkę z jakiejś japońskiej szkoły muzycznej *______*
Więc tylu azjatów ile naoglądałam się przez te kilka dni, to nie widziałam przez swoje całe życie XD
Ah...i Kazuyo kupiła mi DVD Kanjani8 "Heat Up", ale zostawiłam je w Anglii, więc jak wrócę tam, to porobię fotki i tu wrzucę :]
...
A 7 maja lecę spowrotem do Anglii i tym razem chyba zostane tam dłużej, bo jak załatwie se Insurance Number (który będe robić 8 maja), to będzie ogólnie łatwiej :]


Jeszcze dwa dni...
hide
[info]son_gabi
Wyjazd już tuż tuż, a ja wpadam w coraz większa panikę. Tym bardziej, że jest jeszcze kilka spraw (urzędowych), których nie zdołałam załatwić i których zapewne już przed wyjazdem nie załatwie.

Miałam zrobić jeszcze wiele rzeczy, chodźby uporządkować swój pokój (i pliki na kompie) i na spokojnie zastanowić się co mam ze sobą wziąść. Niby już od dawna nad tym myślałam, ale jakoś nie było czasu ani ochoty się za to porządnie zabrać, a teraz nawet nie wiem od czego zacząć >_<

Dodatkowo złapał mnie jakiś dziwny dół, którego sama nie rozumiem. Nie mam pojęcia, czy to coś w rodzaju strachu przed nieznanym, czy poprostu bezsilność w kwestii kilku spraw, które ostatnio się popieprzyły i z którymi nie do końca umiem sobie sama poradzić (głównie psychicznie)...

Brakuje mi "bratniej duszy", z którą mogłabym usiąść w każdej chwili i się porządnie wygadać. Tak naprawdę to nigdy nikogo takiego nie miałam. Co prawda kiedyś posiadałam od groma bliskich znajomych, nawet osoby, które nazywałam "przyjaciółmi", ale co do czego po jakimś czasie okazało się, że ludzie są bardziej interesowni niż mi się wydawało i byli ze mną dla własnych korzyści...
Przyzwyczaiłam się już, że nie powinnam nikomu ufać, bo już za wiele razy się na tym sparzyłam, lecz jednak czasami brakuje mi kogoś, komu mogłabym powierzyć swoje myśli, nie obawiając się, że jednak w tej dobroci jest jakieś drugie dno...

Jednak ludzie są istotami stadnymi i nie ważne jak bardzo to sobie wmawiają, to nie mogą żyć bez innych, polegając tylko i wyłącznie na sobie...

Jeszcze 12 dni...
hide
[info]son_gabi
Całe wieki nic nie pisałam. Po części dlatego, że cały czas mam dylemat, czy pisać po polsku czy angielsku. Wiadomo, że po polsku jest mi łatwiej, ale wiele osób tego nie zrozumie (i tak pewnie nikt tego nie czyta XD), po angielsku byłoby lepiej, ale mój angielski leży i kwiczy, więc nie chce męczyć nim ludzi, którzy jednak przypadkowo postanowili by przeczytać mojego LJ ^^'
Tak więc narazie zostane przy polskim...Poza tym, mój blog padł (coś spieprzyłam w html'u), więc nie mam wiekszego wyboru imusze pisac tutaj XD
...
Tak więc,  za 12 dni, czyli 15 kwietnia będe już siedzieć w samolocie do Anglii...
Plan początkowy jest zostać tam tydzień i zwiedzić ile się tylko da (czyli w szczególności dzielnicę japońską ^____^ )...ale jak się uda (czyli jak w między czasie znajdę jakąś pracę), to zostane tam na dłużej ^^
...
A aktulanie nadrabiam oglądanie dram, oglądanie klipów Super Junior i Big Bang (moje dwie nowe miłości), próbuję porządnie napisać CV i zastanawiam się co wziąść ze sobą do Anglii ^^'
Poza tym myśle jak w te niecałe dwa tygodnie zrobić wszystko co zaplanowałam i spotkać się z osobami z którymi chce się jeszcze koniecznie zobaczyc przed wyjazdem...
...
No i oczywiście zastanawiam się jak przeżyje podróż samolotem, jako że połącza mi się wtedy trzy moje najwieksze fobie...klaustrofobia, lęk wysokości i lęk przed dużymi zbiornikami wodnymi XD Jedyny ratunek, to się porządnie nawalić i obudzić się już na miejscu XD

...wielkie sprzątanie...
hide
[info]son_gabi
Jak się wam podoba mój nowy layout?  Śliczne Kanjanki w wersji PUPPY
Nie jest jeszcze zbytnio dopracowany, bo gubie się w tych wszystkich ustawieniach (siedziałam kilka ładnych godzin, żeby go poprawnie dodać ), ale z czasem to poprawie.
A dzisiaj mam wielki dzień sprzątania (nienawidze sprzątać  ale cóż poradzić jak trzeba), bo jutro w nocy przyjeżdża na tydzień tato z Anglii, a w niedziele mama ma imieniny, więc pewnie goście przyjdą (dlaczego nie mam drzwi w pokoju?  ). Tak więc sprzątam cały dzień a jeszcze nawet połowy nie udało mi się sprzątnąć  

...coś nowego...
hide
[info]son_gabi

Co prawda już jakiś czas minał od momentu, kiedy założyłam tego livejournala, ale jeszcze nic nie pisałam...w sumie sama nie wiem czemu...może dlatego, że mi się nie chciało, może dlatego, że nie do końca wiedziałam jak (nie lubie się zbytnio bawić zagranicznymi stronami, których nie do końca rozumiem), a może dlatego, że nie wiedziałam w jakim języku pisać...po polsku mało kto mnie zrozumie (chyba, że ktoś z Polski), a po angielsku w moich notkach byłoby od groma błędów, jako, że nie jestem zbyt dobra z tego języka...
No ale chyba w końcu musi być ten pierwszy raz (^__^')
...
To może kilka słów o mnie...

Jestem szalonym, zielonookim skorpionkiem ogólnie trudnym do określenia. 
Moje zainteresowania jak i charakter to różne skrajności. Potrafie być miła, wesoła i przyjaźnie nastawiona do wszystkich, ale również wredna, złośliwa i mściwa (jak to na skorpiona przystało), dlatego lepiej nie zachodzić mi za skórę (^__^')

Imię: Gabriela
Ksywy: son_gabi, Gabiq, Gabriela Matsumoto
Data urodzion: 8 listopad 1985r. (Skorpion)
Grupa krwi: 0Rh+
Ulubione kapele: 
* j-music:

- X-Japan
- hide with Spread Beaver
- Kanjani8 (w szczególności Shibutani Subaru)
- KAT-TUN
- NewS
- AAA
- Tackey & Tsubasa
- TegoMass
- BLOOD
- Miyavi
- Gackt
- Dir en Grey
- L'Arc~en~Ciel
- Hyde
- Buck Tick
- Boowy
- Morning Musume
- Ai Otsuka
- T.M.Revolution
- KinKi Kids
- Judy and Mary
* k-music:
- Big Bang
- Super Junior
- Dong Bang Shin Ki
- Bi (Rain)
- The Trax
- Seo Tai Ji
* tw-music:
- Fahrenheit
* taj-music:
- Golf & Mike
Ulubiony kolor: fioletowy, zielony, różowy, czerwony, niebieski
Hobby:
- Japonia
- azjatyckie dramy
- gitary elektryczne
- manga & anime
- zwierzęta (w szczególności koty)
- kolekcjonowanie japońskich figurek (Capsule Toys, Garage Kit's etc.)
- kolorowe skarpetki
Czego nie lubie:
- dymu papierosowego
- braku czasu
- zakłamanych, dwulicowych ludzi
- braku kasy
- wykorzystywania ludzi (w szczególności mnie)
Życiowe motto: "Co cię nie zabije, uczyni Cię silniejszym"
Numer GG: 1183854
MSN: son_gabiq@hotmail.com
e-mail: son_gabi@interia.pl
...
Na początek tyle chyba starczy (^__^')


Home