Całe wieki nic nie pisałam, więc chyba pora to nieco nadrobić puki jeszcze pamiętam cokolwiek z tego co się wydarzyło do tej pory ^_^'
Tak więc:
W marcu byłam w Polsce na całe 18 dni (trzeba było wykorzystać urlop przed końcem roku rozliczeniowego).
Wzięłam w robocie urlop 4 marca, żeby na spokojnie się spakować i nie być zmęczoną po nocy w pracy, a 5 marca o 9:15 miałam bus na Luton i o 13:05 lot do Polski. W Warszawie odebrała mnie z lotniska Torpi (siostra) i pojechałyśmy wraz z Dawidem (jej chłopak) wpierw do restauracji na papu, a potem do ich domu. Próbowałam się nieco zdrzemnąć, bo kurewsko bolała mnie głowa (mam tak od jakichś 3 miesięcy :/ ), ale niestety się nie udało. Około 22 wyruszyliśmy Dawida samochodem do Białegostoku. Jechało się dość sennie i spokojnie. Zostałam podwieziona do Przemka i dość szybko zmęczona poszłam spać.
W piątek z samego rana wybrałam się do lekarza rodzinnego po skierowanie na badanie krwi, a wieczorem do Twardego (brat cioteczny), zobaczyć w końcu bratanka, który niedawno im się urodził ^_^
W międzyczasie połaziłam z Przemkiem nieco po mieście i zwiedziłam sklepy w poszukiwaniu jakiegoś prezentu dla Kamilka (bratanek).
W sobotę umówiłam się z Torpi w Galerii Białej, w poszukiwaniu prezentu dla Adrianka (siostrzeniec), którego już od ponad roku nie widziałam. Kupiłam mu fajną, żółtą koparkę :] A wieczór spędziłam z Przemkiem na Smolance u jego rodziny na jego brata ciotecznego urodzinach.
Było bardzo wesoło, chodż przeprawa przez zaśnieżoną i błotnistą drogę była dość denerwująca.
Niedzielę przesiedziałam kilka godzin u Ani (siostry ciotecznej) i Adrianka. Dziwny dzieciak, strasznie rozpieszczony,, no ale cóż, nie mój biznes...
W poniedziałek się nieco obijałam, a wieczorem odwiedziłam Kasię S., koleżankę ze szkoły policealej, jedną z nielicznych osób, które mnie rozumieją i akceptują mój wredny charakter ^_^'
Wtorek był dość zabiegany. Wpierw pobranie krwi, szybka wizyta w domu (cały pobyt mieszkałam u Przemka, bo nasz dom jakiś czas temu nieco zalało) i odwiedziny dziadków, później wizyta u kardiologa, wypad do Akcentu (kupiłam 4 książki, trzy tomy sagi "Zmierzch" i "Bezsenność w Tokio" Bruczkowskiego), a pod wieczór stomatolog.
W środę odebrałam wyniki krwi, ponownie zajrzałam do domu, zrobiłam nieco fotek zniszczeń, aby pokazać dla taty, a wieczorem wpadła do nas Kasia S., więc se nieco poplotkowałyśmy, czego mi bardzo brakowało :]
W czwartek umówiłam się do fryzjera. Siedziałam na fotelu ponad 5 godzin, wydałam 230zł i efekt końcowy wcale mnie nie zachwycił :/
W piątek umówiłam się z Miaką i ToMoKo na sushi. Przyszły jeszcze dwie koleżanki Tomo (Die i Nao) i było bardzo wesoło :]
Po kilku godzinach dołączyły do nas jeszcze dwie dziewczyny, które znała również Miaka, ale niestety nie pamiętam ich ksyw.
Niestety wkoło 21 Miaka musiała zmywać się do domu, a my niedługo po niej zrobiłyśmy to samo. Dziewczyny odprowadziły mnie pod dom Przemka i po krótkiej rozmowie pod klatką niestety musiałyśmy się pożegnać.
W sobotę o 9:30 odbyły się chrzciny Kamilka, więc cały dzień spędziłam na imprezie u Twardego i Patrycji.
W niedzielę pojechaliśmy z Przemkiem na Smolankę na obiad. Ciocia Przemka zrobiła pyszne zwijki, za którymi tak tęskniłam *___* a wieczorem pojechaliśmy do starego domu Nashki uzgodnić z jej mamą sprawy mojej polisy
W poniedziałek ponownie byłam u kardiologa (echo serca, próba wysiłkowa i holter), oraz u okulisty, który nie powiedział mi nic co bym już nie wiedziała :/ Chciałam aby mi przypisał nowe okulary do dali (jako, że tato namawia mnie na zrobienie prawojazdy), niestety zakończyło się jedynie na przypisaniu kropli na nadciśnienie w oczach :/
We wtorek wybrałam się do neurologa z nadzieją, że wyjaśni się czemu od kilku miesięcy codziennie boli mnie głowa. Niestety bardzo się rozczarowałam. Zostało mi polecone zrobienie tomografii głowy, którą oczywiście zrobiłam jeszcze tego samego dnia, ale niestety ona również nic nie wyjaśniła :/ A wieczorem była kolejna wizyta u dentysty.
W środę rano spotkałam się z ToMoKo. Pojechałyśmy do Jazgot kupić kilka kolczyków, ale niestety Jazgot był zamknięty. Więc postałyśmy pod drzwiami godzinę z nadzieją, że może jednak otworzą (ah te śpiochy), a później pojechałyśmy do Tomo liceum. Spotkałyśmy tam Die i Nao oraz...mojego wychowawcę z podstawówki, który okazało się, że uczy Tomo historii XD
Po południu pojechałam z Przemkiem do Nashki, zobaczyć jej i Fox'a (jej mąż, mój były) nowe mieszkanie. Małe chodż przytulne. A po domu biegające 4 koty i 15 szczurów (dobrze, że jaszczurka nie wyłaziła ze swojego terarium XD ).
Zakochałam się w jej szczurach, są one takie pocieszne *___*
Zjedliśmy sushi, pogadaliśmy i po kilku godzinach trzeba było zbierać się do domu.
W czwartek ponownie wybrałam się do fryzjera na poprawienie kolorów, które za pierwszym razem nie wyszły. Tym razem tylko 2 godziny na fotelu i na szczęście nie musiałam nic płacić. Poprosiłam jeszcze o podcięcie grzywki, która za pierwszym razem wyszła nieco za długa i niestety dostałam w zamian podcięcie całych włosów _^_
Pomimo, że od jakiegoś czasu łaziło mi po głowie radykalne zmienienie fryzury, to jednak teraz cholernie tęsknie za moimi długimi blond lokami >_<
Po fryzjerze spotkałam się z Torpi, nieco połaziłyśmy po mieście, a wieczorem ponowna wizyta u stomatologa (na szczęście ostatnia), która niestety nieco została spieprzona, bo ząb do tej pory mi pobolewa :/
W piątek o 10 rano wybrałam się do Jazgot na zaplanowany od dawna kolczyk w języku (niestety ze względu na stomatologa nie mogłam go zrobić wcześniej). Gościu zrobił mi kolczyk dość szybko i raczej bezboleśnie, pomimo, że krzywo XD
A wieczorem wraz z siostrą pojechałyśmy odwiedzić ciocię Asię (mamę Twardego, siostrę mojego taty i nieźle zakręconą osobę XD ). Niestety do tej pory mój język zdążył spuchnąć do rozmiarów kotleta i masakrycznie sepleniłam co dawało sporą uciechę mojej siostrze ^_^'
W sobotę ponownie wybrałam się z Torpi do Galerii Białej w poszukiwaniu nowych butów. Udało mi się upolować ładne szare trampki w tęczowe gwiazdki (które niestety po dłuższym chodzeniu okazały się cholernie niewygodne) oraz pantofelki (nie mam pojęcia jak inaczej je nazwać) z małym obcasem w biało-fioletową kratkę, które po prostu kocham (pomimo, że też raczej nie nadają się na dłuższe spacery).
A pod wieczór pojechałam z Torpi do babci Basi na obiad i od razu odwiedzić Kamilka (Twardy i Pati mieszkają u babci). Of course ja w dalszym ciągu nie byłam w stanie normalnie jeść, ze względu na bolący i spuchnięty język, ale udało mi się nieco uszczkąć babki ziemniaczanej, którą próbowałam konsumować przez ładnych kilka godzin XD
Niedziela, ostatni dzień mojego pobytu. Pożegnanie się z Przemkiem i pociąg do Warszawy. Dla Dawida zepsól się samochód, więc musieliśmy wracać pociągiem, na szczęście nie musiałam jechać sama, bo nie lubię sama podróżować pociągami (tym bardziej jak tydzień wcześniej siostra opowiedziała mi o rozrubie w pociągu między warszawskimi kibicami a czeczenami).
Na spokojnie dotarliśmy do Warszawy, a tam autobusem na Etiudę. Odprawa już jednak trwała, więc szybko pożegnałam się z siostrą i stanęłam w kolejce wpierw po bilet, a potem do odprawy.
Posiedziałam jeszcze nieco na hali odpraw i o 17:15 miałam lot do Anglii. Niestety już w Anglii za długo trwała odprawa bagażowa i nie zdążyłam na busa z Luton na Stansted o 19:10, więc musiałam ponad godzinę czekać na następny. Ale ten czas zleciał dość szybko, zważywszy, że przez ponad godzinę próbowałam zjeść owoce, które zakupiłam na lotnisku bo byłam cholernie głodna. NIestety przez ten czas udało mi się tylko skonsumować jedną truskawkę i to też z wielkim trudem XD
Na szczęście kilka dni później język już mniej mnie bolał i w niedzielę 29 marca mogłam już spokojnie wymienić go na krótszy. Niestety okazało się, że kolczyki 14 i 16mm, które wcześniej zakupiłam w Polsce są za krótkie (wszystko przez to, że mam go krzywo przekutego :/ ), więc musiałam zakupić nowy kolczyk 18mm.
A w sobotę 28 marca zaczęliśmy przeprowadzkę z Bishop's Stortford do Harlow.
Rodzicom podczas mojego pobytu w Polsce udało się znaleść mieszkanko w bloku na parterze kilka metrów od domu Ayeshy (tato u niej wynajmował pokój przez półtorej roku, a póżniej przez 2 miesiące i ja u niej mieszkałam). Tak więc teraz mamy bardzo blisko do centrum i 3 minuty do sklepu.
Niestety do pracy mam teraz o wiele dalej. Na szczęście wieczorami tato mnie do niej wozi, ale z rana muszę wracać sama dwoma autobusami co zajmuje mi łącznie 2 godziny.
A co jeszcze u mnie? Od ponad dwóch tygodni jestem chora i siedzę w domu.
Zaczęło się wszystko w okolicach świąt wielkanocnych. Mama czuła się tak sobie i po kilku dniach i mnie wzięło.
W niedzielę wielkanocną pojechaliśmy do Londynu do znajomego taty. Po jakichś dwóch godzinach siedzenia u nich poczułam się tak paskudnie, że zmusiłam rodziców do wracania do domu. Resztę dnia spędziłam w łóżku. Następnego dnia był Bank Holiday, więc nie musiałam się martwić pracą, ale czułam się coraz gorzej. Myślałam, że to zwykłe przeziębienie, ale około 23 zaczęłam żygać jak kot i miałam straszne zawroty głowy, więc mama namówiła mnie, żebym pojechała z tatą do szpitala. Po 5 kroplówkach doktorka stwierdziła, że to jakiś virus żołądkowy i około 3 w nocy wypuściła mnie do domu z jakimiś lekami na drogę.
Tak więc od tamtej pory siedzę w domu i próbuję się wykurować. Grypa żołądkowa (czy co to tam było) już mi w zasadzie przeszła, ale przeziębienie niestety nie i w dalszym ciągu mam taki kaszel jakbym miała zaras wypluć własne płuca :/
Na pocieszenie dostałam od taty nową komórkę XD
Teraz mam ślicznego, jasno różowego LG KP500 Cookie :D
To chyba tyle :]
A w czerwcu wybieram się ponownie do Polski. Muszę zrobić rezonans magnetyczny (tak neurolog zaleciła), poprawić bolącego zęba i zabrać mamę z powrotem do Anglii (w maju tato ją zawiezie do Polski, aby mogłą się przebadać).
Od razu zabiorę Miakę do Anglii, która ma u mnie spędzić bite dwa miesiące XD
Mam nadzieję, że się nie pozabijamy, bo do tej pory nawet nie spędziłyśmy razem 24 godzin ^_^'
A niestety dwa skorpiony pod jednym dachem to może być istna apokalipsa XD
A na koniec jeszcze kilka zdjęć:
Kupiłam se na Allegro dwie kocie czapy, białą z różowymi uszami i czarną z białymi uszami, które bardzo mi się przydały podczas pobytu w Polsce, jako, że było bardzo zimno.
Gdy w niej chodziłam (w sumie cały czas chodziłam tylko w białej), to ludzie na ulicy non stop się za mną oglądali i pozytnie uśmiechali, co nie powiem, było dość przyjemne ^_^', pomimo, że czapy same w sobie bardziej wyglądają jak szynszylowe, lub mysie, a nie kocie XD


Pierwsze ścinanie i po 5 godzinach miałam na głowie takie COŚ O_o
Czy byłam zadowolona?
eee...niezbyt...
Kolory nie wyszły takie jak powinny, a cięcie pomimo, że ładne, to cholernie ciężkie do układania (fryzjerka chyba nie wzięła pod uwagę, że jestem zbyt leniwa na codzienne prostowanie włosów :/ )

Nienawidzę zdjęć profilowych/półprofilowych, ale to o dziwo mi się podoba. Za pewne po jakimś czasie przestanie XD

To się właśnie dzieje, gdy dla człowieka nie chce się prostować włosów >_<
Gdzie się podziały moje śliczne (choć niesforne) loki? Y_Y

Kolejna wizyta u fryzjera i poprawa kolorów

A to już z wielkanocnej wyprawy do Londynu


I na koniec zdjęcie, które ostatnio bardzo polubiłam.
Wzorowałam się na zdjęciu Miaki, próbując uchwycić swoje loki i usta...
Niezbyt wyszło (przynajmniej nie tak ładnie jak dla Miaki), ale mimo wszystko mi się podoba ^_^'
Tęsknie za moimi długimi blond lokami Y_Y

Gome, że tym razem same moje zdjęcia, bez żadnych krajobrazów.
Ps. Ma może ktoś ochotę zrobić mi nowego layouta na LJ? Bo niestety sama se chyba z tym nie poradzę, a ten ma zjebany html i wszystko jest dziwnie przesunięte :/